haha Isia to dobra piłka ;p
ja też wolę tutaj pisać, albo na prywatnym forum ;p ale nie na fb..
ja miałam uszy przebite jak chodziłam do przedszkola, i w sumie to zadowolona jestem ;p
dziś śniła mi się moja Mamunia.. 29 maja mija 8 lat od jej śmierci, ona bardzo rzadko mi się śni, a dziś w nocy śniła mi się bardzo szczęśliwa, ułożyła sobie życie na nowo ale przychodziła do mnie

kurczę tak się często zastanawiam, jakby się potoczyło wszystko jakby żyła :/
kiedyś Wam pisałam o moim ojcu, i siostrze, że żerowali na mnie, ojciec nigdy nie był odpowiedzialny, oboje uciekali ciągle z domu.. po paru latach postanowiliśmy z małżem zająć się trochę moim ojcem, wynajęliśmy mu z jego renty malutką kawalerkę, bo wcześniej mieszkał ze swoją siostrą, ale to jest stara pijaczka, więc jeszcze gorzej schodził na psy, i od początku maja mój ojciec pracuje, znalazłam mu pracę, wszystkie jego pieniądze są na koncie w banku i ja nimi zarządzam.. zabrałam mu wszystkie karty do bankomatów, bo ma trochę długów do oddania, nabrał kredytów dla kolegów itd.. więc chcę żeby pospłacał, nie pije, chodzi do pracy, jest bardzo szczęśliwy, zwłaszcza, że ma wnusia, nie utrudniam mu kontaktu z Adasiem, tak jak na początku, bo wtedy jeszcze pił często, ale teraz jak nim "zarządzam" to jest z nim dużo lepiej, jest bardzo zadowolony.. hmm wcześniej broniłam się przed takim opiekowaniem ojcem, często się z nim tak kłóciłam, że potrafiłam mu wypomnieć, że szkoda, że to Mama umarła a nie on... nie cofnę czasu, ale przynajmniej będę świadoma, że zrobiłam coś, żeby go jeszcze uratować, żeby pomimo wieku 59 lat wyszedł jeszcze na ludzi.. piszę to bo mnie tak naszło przez ten sen, że może Mama była taka szczęśliwa, że nie przekreśliłam całkiem mojego ojca... no to teraz mam 2 dzieci do opieki, Adasia i ojca hihih no a siostra... nadal się nie odzywa, nie pyta o siostrzeńca, była na chrzcinach, ale od tamtej pory cisza, do mnie nie odpisuje.. ten temat zostawiam..
posmęciłam teraz ja heh
Adaś zasnął wczoraj o 20,50 i wstał po 3, myślałam, że może pośpi dłużej, potem po 5 się spłakał, bo nie mógł bąka puścić, ale pomasowałam brzuszek i położyłam go koło siebie, małżon się do pracy szykował i zasnęliśmy ;p po szczepionce wczorajszej miał trochę gorączki, ale nie sięgała więcej jak 37 i kilka kresek, więc nie ruszałam paracetamolu... oby miewał gorączki takie jak ja czyli dosyć niskie, bo małżon jak już dostał to zawsze koło 40stopni:/