Na moim zaświadczeniu było napisane w którym jestem tygodniu i kiedy jest planowany poród :-)
A teraz z innej mniej przyjemnej beczki...
Wróciłam właśnie ze szpitala. Lekarz zmartwił się wynikami usg. Ja tylko wyczytałam "do biopsji".
On stwierdził, że tam niewróżący dobrze opis i na jego "palce" guzek ma 10 mm średnicy, a na usg wyszło 19 mm. Jest to spora różnica. Więc szybko zabrał mnie do zabiegowego i pobrali mi jakieś 4 próbki krwi.
Wróciłam do niego i zapisał mnie na operację/zabieg twierdząc, że za chwile będzie to połowa ciąży, guzek jest tak płytko pod skórą, że może mi przeszkadzać i dodatkowo nie ma sensu robić biopsji i czekać czy będzie dobry wynik czy nie. Lepiej wyciąć od razu, zbadać i myśleć co dalej.
Termin wycięcia mam na ... UWAGA !!! ... 16 sierpnia tego roku (jestem w szoku, że tak szybko). Stwierdził, że skoro już mnie zna i wie, że tego dnia będzie na IP to chce zabieg wykonać osobiście.
Zabieg w znieczuleniu miejscowym (podobno nie zagraża to dziecku) choć przyznał, że każdy chirurg boi się ciężarnych.
Blizna będzie prawie niewidoczna, bo będzie na linii sutka.
Zobaczymy co dalej. Póki co bardzo się martwię. Z tego wszystkiego nie wiem czy pójdę na zwolnienie czy będę mogła normalnie pracować, bo tego dnia mam zmianę popołudniową.
Zobaczymy.