W moim rodzinnym domu, czyli w nas święta, a szczególnie Wigilia, jest zawsze tłumnie: w zeszłym roku było 21 osób - a to tylko moje rodzeństwo z małżonkami i dziećmi + mama i babcia. W sumie już 5 pokoleń :-) W tym roku będzie nas ciut mniej, bo babcia zmarła w wieku 90 lat (Isze święta bez babci będą smutne :-(), no i siostrzenica się rozwiodła.
Ze względu na taką liczbę osób od kilku lat praktykujemy losowanie - jestem główną komisją losującą

- i każdy robi tylko jeden prezent, a każdy dostaje, i zawsze umawiamy się, żeby to były niedrogie prezenty.
Co do potraw, to co roku narzekamy zgodnie, że jest tego za dużo, ale nikt nie ma serca z czegoś rezygnować, a każdy musi spróbować choć troszkę :-): żurek z grzybami i ziemniakami, barszcz czerwony z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami, zupa rybna, zupa grzybowa, zupa grochowa, płatki z makiem i karp smażony jako ukoronowanie (mój M czeka tylko na niego i co roku się złości, że już nie ma na niego miejsca

)
Ale przyznam się, że nie przepadam za Świętami, szczególnie tymi przygotowaniami, bo wszystko dzieje się u nas, no i za życzeniami opłatkowymi. W głębi duszy, to mam ochotę wyjechać z M gdzieś w góry na przykład i spędzić na spokojnie święta tylko we dwoje (a właściwie we troje).