z autami jest tak, że jesli się przechodzi z jednego na drugie, nie ważne jakie to jest źle, to sprzęgło wyżej łapie, to większe, mniejsze.. my przeskiwaliśmy z matiza na astrę, też zmiana, a tak a propo aut - ostatnio Misiek pierwszy raz od 2lat dał komuś prowadzić swoją asterkę - siostrze, która dopiero się uczy!! hamował dwa razy jako pasażer i siedział z kijem w tyłku, ale i tak jestem dumna, dodam, że żyjemy i nie było wypadku
my dziś w domu, bo... nie mamy czapki, szalika, rękawiczek i butków dla Hani. niby można ubrać kaptur na lekką czapkę, skarpety na nóżki, i zawinąć w kocyk, ale wolę nie, zwłaszcza, że Barta coś dusi, a Nutka ma katar.. znowu choroba! z postępem, bo po 2 tygodniach przedszkola, a nie tygodniu, ale znowu pół apteki wykupimy.. na razie ratuję ich tym co mamy, ale poprawy nie ma, na szczęście pogorszenia też nie.
pupa znowu odpażona

teściowa nie omieszkała mi poradzić żebym czymś ją posmarowała.. a co ja, kuźwa robię?
myślę, że to od tych częstych kup. rezygnujemy z kaszek mlecznych i wracamy na bezmleczne, od wczoraj wieczorem, zobaczymy - zupki też wstrzymałam od 2 dni, bo mi się dziecko odwodni jak nie zgadnę skąd to się wzięło!
Nutelcia jadła wczoraj moją szarlotkę, tak więc mamy kolejną dawkę glutenu, swojskie żółteczko i niesłodzone jabłuszka

w ogóle to moja szarlotka robiła na wczorajszej imprezie dziadka furorę, upiekłam dużą blachę a i tak brakło! jaka jestem z siebie dumna!

tylko Misiek się awanturował, że piekę, a nie gotuję mu obiadu, powiedziałam oczywiście (jak mam w zwyczaju - dosadnie), że ma ręce i nogi, więc niech sobie ugotuje. obraził się i zrobił.. krupnik, którego nienawidzę. wieczorem troszkę pogadaliśmy, za dużo to nie dało, ale pod koniec już mu wjechałam na sumienie płacząc i jak wrócił z fajki to już bez focha. dotarło do niego tylko się nie przyzna do błędu..