Jak Wy o autach, to ja tez w temacie - jechalam dzis, w ta naszą sniezycę, z młodym, do teściów, na letnich oponach

. Musialam je zmienic, a nikt nie spodziewał sie Hiszpanskiej Inkwizycji... tzn. sniegu dziś... masakra - tak xle za kierownica nie czulam sie nigdy - nawet na pierwszej jeździe. Pomijając to, ze wszyscy kierowcy jeździli dzis jak polamani - kilka osob mi wymusiło, ale ja jechalam 30 w miescie, wiec ogarnialam, a i tak ABS sie włączyły dwa razy. Masakra raz jeszcze. Wracalam juz z Leszkiem, jego autem, na zimowkach - luksus.
Co do jeżdżenia duzym czy małym autem... Ja uwielbiam jeździć duzym, jako pasażer. Jako kierowca wole małym. Ja mam Yarisa, Leszek ma Citroena C5 - jedno z najdluższych aut kombi - weź tym zaparkuj... Kilka razy jechalam tym czymś sama bez niego nawet i z dusza na ramieniu - jak sie ma nawyki z malego auta to w duzym sie źle jedzie.