zanetaa
wrzesień2008 i maj2012
Pieszczoszka - wiadomo - musiałaś jej pilnować i byłaś z nią non-stop. stało się i się nie cofnie, może tu jest pies pogrzebany? Ja się coraz bardziej przekonuje, że to taki okres, że dziecko potrzebuje być blisko matki. w 8miesiącu dzieci odkrywają, że matka nie jest ich częścią, że jest osobną osobą i jeszcze strach separacyjny.. Nutelcia od początku była niewymagająca - leżała na macie, bawiła się, sama usypiała, budziła i dalej bawiła. kiedy pierwszy raz zachorowała na zapalenie ucha to nosiłam ją przez 3 dni i 3 noce non-stop- masakra, zakwasy miałam nawet na cyckach, więc wiem jak to męczy. teraz Nutka (od jakiś 2 tygodni) domaga się właśnie noszenia. mata jej nie odpowiada, siedzenie już też nie, chyba, że dostanie w łapkę coś do jedzenia (teraz męczy kromkę chleba), usypianie? rany, jak wychodzę z pokoju to wrzask - najlepiej żebym siedziała w zasięgu wzroku i śpiewała (stokrotkę
), bo jak zamknie oczy to chociaż mnie słyszy. staram się jak najwięcej podrzucać ją Miśkowi (też mu się nie podoba, że Nutka cały czas wyciąga ręce do mnie) i zabawiać na fotelu obok mnie.
Bartek? ciąża z nim nie była zaskoczeniem, ale planowaną bym jej nie nazwała, miałam 19 lat i skupiałam się na awanturach z teściową o ślub. moje życie towarzyskie legło w gruzach, bo się przeprowadziłam, nowe miasto, zero znajomych. byłam rozgoryczona, bo ja zawsze miałam wielką ekipę zgranych znajomych, w domu siedziałam minimum, to co musiałam, a nagle byłam skazana na samotne siedzenie (Misiek w pracy), dodam, że komputera nie było. poród był koszmarny. połóg - jeszcze gorszy i jeszcze 2 miesiące później bolało siedzenie na tyłku (nacinanie kosmiczne, szarpane, na 2 razy, na żywca), mdlałam, nie jadłam, awantrowałam się, bo "nie prasujesz dziecku ubrań", "kąpiesz rano, a wieczorem wychodzisz z dzieckiem z domu? dostanie zapalenia opon mózgowych", "nie możesz wysiedzieć w domu 6 tygodni?", "co ze ślubem?", "co z ciebie za matka, że karmić dziecka nie potrafisz?". z depresją minęłam się o milimetr. płakałam całymi dniami, razem z Bartkiem - skaza białkowa, kolki, problemy z kupą. byłam z nim cały czas sama, bywało, że się nie myłam przez tydzień, jadłam w doskokach, nabawiłam się anemii, a co to sen - zapomniałam. z całego serca żałowałam, że mam dziecko, nie radziłam sobie, a przynajmniej tak myślałam, wyśrubowałam sobie poprzeczkę i próbowałam zadowolić wszystkich - obiad gotowałam od rana, obierając po jednym ziemniaku w chwili kiedy Bartek się nie darł - w końcu odpuściłam, spałam kiedy tylko Bartek spał, a było to nieraz 20minut dziennie i to podczas mojego huśtania w wózku. i jeszcze jesień była deszczowa. czułam się jak wrak, byłam w innym świecie, ba! na innej planecie.
co mi w końcu pomogło?
szkoła, wyjście na 3h nawet w celu nauki. już po tygodniu nabrałam sił, mimo że w domu nic się nie zmieniło.
Ale do czego dążę - do dziś Bartek jest przylepą, dopiero od niedawna da się uśpić Miśkowi, inaczej był wrzask do póki nie przyszłam. w nocy wstaje i przyłazi do mnie, do dziś. mama gotuje, mama karmi, mama wyciera tyłek, mama ubiera, mama się bawi - wszystko mama inaczej płacz. nawet do sklepu po słodycze nie pojedzie z ojcem tylko musi z mamą. to wina trudnych początków, czy po prostu jest "pieszczoch"? pewnie się nie dowiem. jedyne co mogę to próbować za każdym razem przekonać go do kogoś innego, nawet jeśli chodzi o obranie skarpetek, bo to też musi robić mama, nikt inny.
czarnula - że Ciebie nie chce, mogę zrozumieć ( w sensie, że żony), ale dzieci? mi Misiek tysiąc razy mówił, że jak od niego odejdę to będzie walczył o dzieci (jest dziwnie przekonany, że go w końcu zostawię - czasem na to zasługuje), więc nie mogę zrozumieć co to za człowiek - kupiłem wam bilet - wynoście się. no tak, dzieci by mu przeszkadzały w imprezach, ale czy one są najważniejsze? jak dla mnie to jedno zachowanie mówi o tym jakim jest człowiekiem i wiesz co? dobrze się stało, że się rozstajecie. wrócisz do Polski, rodzina Ci pomoże, będzie ciężko, ale jak piszą dziewczyny - silna jesteś i dasz radę, a któregoś dnia wpadniesz na faceta, który się w Tobie zakocha, rzuci wszystko i zapomni o kolegach i imprezach. będziesz się śmiać całymi dniami, budzić z uśmiechem z twarzy i miała obok siebie kogoś kto nie wytrzyma 10minut foszenia się na Ciebie, bo tak bardzo Cię będzie kochać, że te 10minut rozstania dla niego będzie koszmarem. na to zasługujesz!!
gdzie w Polsce będziesz mieszkać? w sensie w jakim mieście?
i jeśli tylko będziesz potrzebowała pomocy, a ja będę mogła pomóc to pomogę!!
ząbkowania ciąg dalszy - czyt. usypianie od 16 do 22, pobudka o północy, wrzask, wożenie do 1, pobudka o drugiej, wrzask, wożenie do 4, poddanie się - nakarmienie, wożenie do 5;30, pobudka o 7. co najgorsze, umieram. z niewyspaniem sobie dam radę, (dziwne jak mało snu potrzebuję przy drugim dziecku) ale przy anginie nie bardzo. gardło mi rozsadza, z nosa się leje, aż po brodzie, oczy łzawią, a rana na placu ciągle się otwiera i krwawi (szok ile może krwawić tak nieduże nacięcie), myślę, że wymaga szycia, ale nie ma opcji, zabandażuję ściśle i jakoś to będzie. Bartek nie poszedł do przedszkola, po prostu nie miałam siły iść w taki mróz.
Bartek? ciąża z nim nie była zaskoczeniem, ale planowaną bym jej nie nazwała, miałam 19 lat i skupiałam się na awanturach z teściową o ślub. moje życie towarzyskie legło w gruzach, bo się przeprowadziłam, nowe miasto, zero znajomych. byłam rozgoryczona, bo ja zawsze miałam wielką ekipę zgranych znajomych, w domu siedziałam minimum, to co musiałam, a nagle byłam skazana na samotne siedzenie (Misiek w pracy), dodam, że komputera nie było. poród był koszmarny. połóg - jeszcze gorszy i jeszcze 2 miesiące później bolało siedzenie na tyłku (nacinanie kosmiczne, szarpane, na 2 razy, na żywca), mdlałam, nie jadłam, awantrowałam się, bo "nie prasujesz dziecku ubrań", "kąpiesz rano, a wieczorem wychodzisz z dzieckiem z domu? dostanie zapalenia opon mózgowych", "nie możesz wysiedzieć w domu 6 tygodni?", "co ze ślubem?", "co z ciebie za matka, że karmić dziecka nie potrafisz?". z depresją minęłam się o milimetr. płakałam całymi dniami, razem z Bartkiem - skaza białkowa, kolki, problemy z kupą. byłam z nim cały czas sama, bywało, że się nie myłam przez tydzień, jadłam w doskokach, nabawiłam się anemii, a co to sen - zapomniałam. z całego serca żałowałam, że mam dziecko, nie radziłam sobie, a przynajmniej tak myślałam, wyśrubowałam sobie poprzeczkę i próbowałam zadowolić wszystkich - obiad gotowałam od rana, obierając po jednym ziemniaku w chwili kiedy Bartek się nie darł - w końcu odpuściłam, spałam kiedy tylko Bartek spał, a było to nieraz 20minut dziennie i to podczas mojego huśtania w wózku. i jeszcze jesień była deszczowa. czułam się jak wrak, byłam w innym świecie, ba! na innej planecie.
co mi w końcu pomogło?
szkoła, wyjście na 3h nawet w celu nauki. już po tygodniu nabrałam sił, mimo że w domu nic się nie zmieniło.
Ale do czego dążę - do dziś Bartek jest przylepą, dopiero od niedawna da się uśpić Miśkowi, inaczej był wrzask do póki nie przyszłam. w nocy wstaje i przyłazi do mnie, do dziś. mama gotuje, mama karmi, mama wyciera tyłek, mama ubiera, mama się bawi - wszystko mama inaczej płacz. nawet do sklepu po słodycze nie pojedzie z ojcem tylko musi z mamą. to wina trudnych początków, czy po prostu jest "pieszczoch"? pewnie się nie dowiem. jedyne co mogę to próbować za każdym razem przekonać go do kogoś innego, nawet jeśli chodzi o obranie skarpetek, bo to też musi robić mama, nikt inny.
czarnula - że Ciebie nie chce, mogę zrozumieć ( w sensie, że żony), ale dzieci? mi Misiek tysiąc razy mówił, że jak od niego odejdę to będzie walczył o dzieci (jest dziwnie przekonany, że go w końcu zostawię - czasem na to zasługuje), więc nie mogę zrozumieć co to za człowiek - kupiłem wam bilet - wynoście się. no tak, dzieci by mu przeszkadzały w imprezach, ale czy one są najważniejsze? jak dla mnie to jedno zachowanie mówi o tym jakim jest człowiekiem i wiesz co? dobrze się stało, że się rozstajecie. wrócisz do Polski, rodzina Ci pomoże, będzie ciężko, ale jak piszą dziewczyny - silna jesteś i dasz radę, a któregoś dnia wpadniesz na faceta, który się w Tobie zakocha, rzuci wszystko i zapomni o kolegach i imprezach. będziesz się śmiać całymi dniami, budzić z uśmiechem z twarzy i miała obok siebie kogoś kto nie wytrzyma 10minut foszenia się na Ciebie, bo tak bardzo Cię będzie kochać, że te 10minut rozstania dla niego będzie koszmarem. na to zasługujesz!!
gdzie w Polsce będziesz mieszkać? w sensie w jakim mieście?
i jeśli tylko będziesz potrzebowała pomocy, a ja będę mogła pomóc to pomogę!!
ząbkowania ciąg dalszy - czyt. usypianie od 16 do 22, pobudka o północy, wrzask, wożenie do 1, pobudka o drugiej, wrzask, wożenie do 4, poddanie się - nakarmienie, wożenie do 5;30, pobudka o 7. co najgorsze, umieram. z niewyspaniem sobie dam radę, (dziwne jak mało snu potrzebuję przy drugim dziecku) ale przy anginie nie bardzo. gardło mi rozsadza, z nosa się leje, aż po brodzie, oczy łzawią, a rana na placu ciągle się otwiera i krwawi (szok ile może krwawić tak nieduże nacięcie), myślę, że wymaga szycia, ale nie ma opcji, zabandażuję ściśle i jakoś to będzie. Bartek nie poszedł do przedszkola, po prostu nie miałam siły iść w taki mróz.
ale ten czas leci ...........

