A u mnie, kurcze, pół ciąży w stresie, że szyjka krótka, że rozwarcie, jeżdżenie po IP, a tu dzisiaj na wizycie info, że pozamykana jestem na cztery spusty i porodu to raczej nie ma co się spodziewać w najbliższym czasie. Nie to, że chciałabym już rodzić, ale mam wrażenie, że skończy się tak, że będę ostatecznie bujać się do połowy maja przy terminie na 5-go
Dziewczyny, jak jest u Was z tym ktg? Zapytałam lekarza od którego tygodnia powinnam się na nie zgłaszać i z jaką częstotliwością i odpowiedział mi, że jeśli do terminu nie urodzę to dopiero w terminie mam się stawić w szpitalu i wtedy będzie ktg.
Druga sprawa - ostatnie USG (III trymestru) miałam 29 lutego i nie przysługuje mi już żadne USG więcej na NFZ! Lekarz powiedział, że też dopiero w szpitalu. Skąd mam mieć pewność do terminu porodu, że mała rośnie prawidłowo, że łożysko się nie zestarzało albo, że przepływy są w normie? Albo, że młoda nie poowijała się pępowiną? Dobrze, że i tak zmieniam lekarza na prywatnego na tej końcówce, ale zadziwia mnie ten nasz system.