Ale fajny temat

Co do edukacji dzieci w kwestii porodu to bardzo naturalistycznie jest to pokazane w bajce o kreciku - narodziny króliczków czy jakoś tak

Mój starszy zaakceptował opowieść o tym, że żeby był dzidziuś to jedna komórka tatusia łączy się z jedną komórką mamusi i potem w brzuszku rośnie dzidziuś - ale fakt faktem nie są to łatwe rozmowy

Ostatnio - już 8 lat na liczniku - wypytywał którędy wychodzi dziecko to było trudniejsze, ale zaakceptował odpowiedź, że spomiędzy nóg, albo przez brzuch jeśli lekarz musi pomóc maluszkowi wyjść.
U nas jest siusiak, damskich części nie mieliśmy na razie potrzeby nazywać - po prostu jest, że dziewczynki nie mają siusiaka i tyle
W kwestii umierania to też tłumaczyliśmy, że każdy ma jedno życie, że starsze osoby (i tu przykłady z rodziny) w pewnym momencie umierają - czyli ich ciało już nie żyje, ale oni żyją dalej w naszych sercach i wspomnieniach - i to wystarczyło, bo dawało poczucie bezpieczeństwa. A co do pogrzebu to za żadne skarby nie pozwoliłabym moim dzieciom oglądać zmarłej osoby w trumnie! A gdyby ktoś (nieważne czy teściowa, mama czy ktokolwiek inny) wykręcił mi taki numer to byłaby z tego ogromna awantura. Jak zmarła moja babcia to wiem, że mojemu tacie było przykro, ale ani ja, ani mój syn nie poszliśmy do trumny. Raz, jak miałam 12 lat to widziałam bliską mi osobę w trumnie (dziadka) i nigdy przenigdy już tego nie zrobię - chcę pamiętać bliskich żywych, a nie takie upozowane woskowe ciało

Może to ja jestem dziwna, ale na serio zobaczenie zwłok dziadka - mimo że miałam 12 lat - było dla mnie traumą. Nie mam żadnego problemu z tematem umierania, z patrzeniem na zwłoki - ale jak pisałam, bliskie mi osoby chcę zapamiętać żywe.