Witajcie. Lepiej późno niż wcale.
Mąż ma właśnie tydzień urlopu, bo musi kończyć pracę licencjacką. Swoją drogą to on jest wieczny student, zaczął w 2001 roku tak jak ja, a jeszcze licencjatu nie zrobił. Już tyle poszło kasy w te jego studia, bo powtarzał rok, potem przerwał, ale ja mu suszyłam głowę, więc się reaktywował. Musiałam walczyć, żeby się choć trochę pouczył do egzaminów, ale uparłam się na całego, bo nie chcę, żeby Iga potem powiedziała, że nie będzie się uczyć skoro tatuś tego nie robił. Teraz mam nadzieję, że złoży tą pracę do połowy grudnia.
Kupiłam sobie dziś spodnie w ravelu za 79 zł, fajne brązowe sztruksy. Mają jedną wadę, nie mają na tyłku kieszeni, a ja całkiem zgubiłam dupkę po porodzie, a takie spodnie jeszcze to podkreślają. Ale przynajmniej długość jest ok i nie muszę ich skracać. Cóż, tak bywa, jak się jest wzrostu siedzącego psa.
Ach, zapomniałabym, Puchatko, najlepsze życzenia dla Majusi z okazji skończenia pół roczku :-)
Buziaczki.