Panno_migotko, Miki jak najbardziej ze smokiem za pan brat. Liczę, że z czasem sam "rzuci" smoka tak jak jego brat.
Magali, te nasze dzieciaczki są coraz bardziej ciekawe świata i pewnie dlatego chcą być na rączkach, żeby więcej widzieć. Wiem, że ciężko, ale wiesz co, ja noszę, bo uwielbiam się przytulać do malucha, a w sumie niedługo nadejdzie czas, kiedy ciężko będzie te nasze maluchy złapać, nie mówiąc o przytuleniu się. Maks też zrobił się przytulasem, ale to z zazdrości - bo do niedawna właśnie cięzko było go złapać na sekundę. Wyobraź sobie, że często na spacerze pcham wózek a Maks mi się wpycha na ręce... a waży mój skarb 16.5kg. No a ja pamiętając że potrzebuje uwagi, biorę go na ręce i niosę mniej więcej 20 metrów bo więcej nie daję rady. A on wtedy do mnie "kocham cię najbardziej na świecie"...
A propos denerwowania się, to wyznam szczerze, że przy Maksiu (ok, to był trochę inny typ niż Mikołaj, ale jednak...) dochodziłam wręcz do wniosku, że nie powinnam być matką, bo naprawdę czasem prawie wychodziłam z siebie, jego płacz działał na mnie jak płachta na byka, miałam szczerze dość. Różne "książkowe mądrości" którymi byłam nafaszerowana, bo niestety w ciąży zaczytywałam się zaklinaczką niemowląt itd sprawiły, że pierwszy okres zycia Maksa był dla mnie źródłem wiecznej frustracji, bo on się zupełnie nie chciał podporządkować - aż sobie odpuściłam wiele spraw i zaczęlo być przyjemniej. A Mikuś - na niego nie zdenerwowałam się ani raz, ani trochę w ciągu tych 3,5 miesiąca. Myślę, że przy drugim jest łatwiej o tyle, że do wielu rzeczy naprawdę podchodzi się spokojniej ("ok, płaczesz, ale ja teraz chcę umyć zęby, poczekaj chwilę" zamiast opowiadania męzowi, że "tak płakał, że do godziny 13 nie mogłam nawet umyć zębów"). "Powrót do pieluch" wcale nie był dla mnie bolesny, jest wręcz przyjemnie, że mam znów takiego słodkiego bobasa w domu. Ogromnym problemem jest natomiast zazdrość Maksa i szczerze, bez drugiej osoby w domu (męża, niani) jest na tyle ciężko - jak Maks robi scenę, a Miki się rozpłacze - że naprawdę tracę wiarę w to, że kiedyś będzie normalnie. Często płaczę już z bezsilności.... I staram się, żeby niania jednak była nawet jak nie mam pracy danego dnia. Łatwiej jak ona zajmie się Maksem gdy ja karmię, albo weźmie Mikiego gdy chcę siępobawić lub poprzytulać z Maksiem.