Witajcie ;-)
Kluskowa rodzinka żyje i ma się dobrze
No może dobrze to trochę na wyrost ale póki co nikt poważniejszych obrażeń z powodu hormonów ciążowych nie odniósł
Wczoraj żywicielka kluski miała dzień antyzapachowy. Wszystko jej waliło przerobionym obornikiem a kumulacja nastąpiła, gdy otworzyła lodówkę!

Zgroza dziewczyny mówię wam! Lodówki w zasadzie kluskowa mama nie myła już dawno, bo w przyszłym domu kluski panuje niepiśmienna zasada, że mamusia kuchni się nie tyka!

Podział istnieje od początku tej rodziny, mamusia ogarnia sypialnie i łazienkę a tatuś kuchnie i salon. Więc nawet pełen zlew naczyń mamusi nie rusza. Ba!
Nie ruszyło by jej nawet, gdyby te naczynia zaczęły sobi biegać, póki nie dotarłyby do łazienki, wtedy trzeba by było coś z tym zrobić.
No więc wracając do wstępu, smród lodówki postawił żywicielkę kluskową w stan zakłopotania, bo żywiciel wraca do domu o 19 a lodówkę nie raz jeszcze będzie trzeba otworzyć, bo wiadomo, że kluska od 13 do 19 bez zimnego mleka nie wytrzyma, i puści.Pawia.Najpewniej.

Co prawda, lodówka myta była przez ojca kluskowego zaledwie w zeszłym miesiącu ale mamusia miała wrażenie, że bakterie, które się tam wyhodowały przez ten czas to już w Boga zaczynają wierzyć i koło wynalazły, a ponadto spierdzielają na boki jak się lodówkę otworzy.
No więc dziś mamusia dumna jest z siebie bo pierwszy raz od 7! lat lodówkę samodzielnie umyła! Nie wiem, czy jest się czym chwalić, ale zapisałam w kalendarzu,bo to wnet jak święto

Co wieczór mamusia, by odgonić kluski kołysanie żołądkiem od swojej świadomości, ogląda sobie Poirota <bo przeczytała każdą powieść A. Christie z nim w roli głównej bardzo dawno temu>
I tak wczoraj po tej lodówce mamusie naszło na wymyślenie zbrodni idealnej na tatusiu kluskowym. Plan wcieliła w życie, by sprawdzić, czy jej teoria jest słuszna.;-)
Jak tatuś kluskowy wracał po ciemku z pracy, zaczaiła się w ogrodzie <tylko zamiast noża w ręku miała banana> i planowała wskoczyć mu na plecy.
Mamusia oglądając serial kryminalny jakoś nie załapała faktu, że ofiara może się bronić, ale zawsze twierdziłam, że kluska będzie mieć mamę fajną, ale niekoniecznie mądrą.


No więc stojąc jak debil z bananem w ręku we własnym ogrodzie mamusia wyobrażała sobie minę taty, jak na niego wskoczy i dusiła się ze śmiechu,czym rozproszyła ofiarę.

Tatuś jak zobaczył biegnącą przez ogród czarną figurę z owocem w ręku, przypominał sobie w myślach zasady samoobrony< kop w jaja> i już ustawiał się do zadania ciosu,ale śmiech mamusi wyrwał go z otepienia i tylko skwitował tą zbrodnie idealną popukaniem się w czoło i stwierdzeniem, że chyba któryś garnek to mamusi nie pali.
Cóż...trzeba to dopracować
Pierworodny o dziwo nie dostarcza rodzicielom powodów do zmartwień, bo w zeszłym roku idąc pierwszy raz do zerówki, postanowił, że wykończy psychicznie i panie nauczycielki i rodzicielstwo i każdego, co to się napatoczy.
Nie obyło się więc bez incydentów mrożących krew w żyłach, a raz to nawet poleciało krzesło w trakcie jego furii
<moja krew

>
W tym roku dziecko mi się nudne trochę zrobiło, bo co pójdę go odebrać to słyszę, że był bardzo grzeczny,a jedynym zastrzeżeniem w jego stronę jest brak chęci dzielenia się zabawkami z dziećmi i stwierdzenie, że dzielić to i owszem pierworodny się może, ale jedynie z własnym rodzeństwem.

Mało tego na własne uszy słyszałam, gdy pierworodny wziął do szkoły figurkę power rangersa <żeby zaszpanwać zapewne-->krew tatusia>
i jakiś Jasiu, Zdzisiu czy inny taki chciał obejrzeć, to mój pierworodny owszem, udostępni, ale po swoim trupie<dosłowne jego słowa!!> i ewentualnie w testamencie zapisze!


Chyba, za dużo razy obejrzał ze mną Poirot'a
Podczytam co u was, bo pewnie trochę się nazbierało
Ewelinka posta dedykuje mojej bliźniaczej brzuchowatej
