Jezuuuuuuuuuuuuuuu jaką miałam noc:sick:
O 23.30 obudziłam Domisia bo sapał, miał płytki oddech, podniosłam go a on na maxa rozgrzany.

Zmierzyłam temp - 39,9 i szybko podałam nurofen i zadzwoniłam do lekarza. Całe szczęście odebrał. Zapytałam po jakim czasie mogę podać pyralginę w czopku po tym nurofenie, a on powiedział że natychmiast pół czopka wzdłuż przeciętego. I jeżeli nie spadnie temp po pół godziny to znowu dzwonić, bo on nie będzie spał.
Więc podałam czopka i Mini się rozpłakał. I tak płakał aż do 4am non stop. Aż padł ze zmęczenia.
Ale po pół godzinie temp spadła tylko do 39,4 więc dzwonię, powiedziałam co sie dzieje a działo się : drgawki=telepka, i takie coś jakby spadał, tzn jakby spał i spadał- ataki kurczenia. Boże jak się bałam, Lil spał ale sę obudził popatrzył co się dzieje i też się rozpłakał. Lekarz powiedział mi że już jedzie i przyjechał natychmiast do mnie o 1.15am!!!!!!!!!!! Słuchajcie normalnie ozłocić takiego lekarza

Zbadał, osłuchał zajrzał w dziób i stwierdził, że nie wiadomo czemu tak się dzieje, że to żąbki, bo osłabiły układ odpornościowy i jakiś wirus zaatakował i męczy go strasznie. Ze po 4 godzinach podać kolejne pół czopka. I pojechał.
"W nocy" budził się jeszcze 2 razy na picie, a rano obudził sie uśmiechnięty, jakby nic sie nie stało. Teraz śpi też.
Wkłada sobie wszystko do dzioba, bardzo cierpi i normalnie aż mi się płakać chce jak myślę jak on cierpiał.
A ja sama!!!!!!!!!


W każdym razie gorączki nie ma. Zębów nie ma.
Potworne zmęczenie jest.
Kasu dzielna bądź!!! Twardym trzeba być a nie mientkim;-):-) Ściskam i buziam:-)
Kamila jak Malutki
