reklama

mamusie grudniowe:)

Wiecie co.... nie polazłam spać:-D

CZYTAŁAM posty od pierwszego do ostatniego porodu:tak:

to chyba od strony 550

A teraz siedzę i ryczę i muszę Wam to powiedzieć:-)

KOCHAM WAS!!!


Czarna - współczuję i jak nie jęczy/płacze to może ją zostaw, padnie:)))
 
reklama
Ja też miąłam poród wywoływany z Olkiem. Sama chciałam, bo już się mały przeterminował a u cukrzyków to niebezpieczne.

Oj, scarlet gdybym ja miała poród ,,chciałam" to ,,bełoby bełogo..." Ja wspominam poród Alki - 2x pobyt w szpitalu tylko po to,żeby zobaczyć czy przypadkiem sie nie zacznie.... , potem zastrzyki kilka dni... nakaz drażnienia sutków (boże, jakie to upokarzające było - jak mnie ordynator uczył, jak drażnić sutki...), potem czopek i wysłuchiwanie jak to inna przyszła stwierdzila, że jej wody ochodzą - kroplówka, 2 godzny ii bylo powszstkim (z ta drugą...) ,kiedy mi rozwarcie ledwie na 3 cm sie zrobiło.... wreszcie pękł pęcherz plodowy - ok 13 godz po pierwszych skurczach i potem męczarnia - po kolejnych 12 godz - kroplówka i Alka na świecie.... 25 godz na porodówce to był szczyt moich możliwości psychicznych....

Sory, tak jakoś mnie wzięło na wspomnienia z moim pierwszym skarbem......

Natka ,,zaledwie" 14 godz - jak dla mnie to był komfort;-)
 
A ja normalnie się poryczałam:tak:
czytałam wszystkie posty od pierwszego porodu grudniówek
i skończyłam na Mercedes
ten doping, te narzekania, te żarty, ten geriatria party:-D
komandosi nie pękają:-)
Buziam i spać już...
idę wycałować moją roczną pannicę:-D
 
A WIęC....
NATALKO....
NASZA IMIENNICZKO....
PIERWSZA CHODZąCA GRUDNIóWECZKO..........
KOCHANA PYZUNIO....
śLICZNA KAPTURKOWATA ,,ET GO HOME:-D"
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, DUżO ZDROWIA, MIłOśCI, SZCęśCIA.... życza ciocia Edyta, wujek Andrzej oraz kumpele Alicja i Natalka!!!!!!:tak::tak::tak::tak::tak::-D:-D:-D:-D


bez tytułu.JPG
 
Oj, czarna, gdybym ja miała poród ,,chciałam" to ,,bełoby bełogo..." Ja wspominam poród Alki - 2x pobyt w szpitalu tylko po to,żeby zobaczyć czy przypadkiem sie nie zacznie.... , potem zastrzyki kilka dni... nakaz drażnienia sutków (boże, jakie to upokarzające było - jak mnie ordynator uczył, jak drażnić sutki...), potem czopek i wysłuchiwanie jak to inna przyszła stwierdzila, że jej wody ochodzą - kroplówka, 2 godzny ii bylo powszstkim (z ta drugą...) ,kiedy mi rozwarcie ledwie na 3 cm sie zrobiło.... wreszcie pękł pęcherz plodowy - ok 13 godz po pierwszych skurczach i potem męczarnia - po kolejnych 12 godz - kroplówka i Alka na świecie.... 25 godz na porodówce to był szczyt moich możliwości psychicznych....

Sory, tak jakoś mnie wzięło na wspomnienia z moim pierwszym skarbem......

Natka ,,zaledwie" 14 godz - jak dla mnie to był komfort;-)

Ja z Liwią dostałam pierwszych bóli rano, wieczorem już były mocne i pojechaliśmy do szpitala sprawdzi a tam 1 cm, więc do domu. Całą noc nie spałam, bo bolało okropnie i rano pojechałam do szpitala, bo mąż się bał i mama dzwoniła co chwile w panice. Urodziłam dopiero o 17.20

Z Olusiem myślałam, że pójdie szybciej. Umówiłam się po cichu z lekarką na wywołannie i o 9.00 doatałam kroplówke. Około 14 2 cm rozwarcia i brzebijali mi pęcherz płodowy. Brrr. Olusiowi przy tym główkę poranili:wściekła/y:
Urodził się dopiero o 19.00
 
reklama
Dita ja moją pierwszą rodziłam od niedzieli a we wtorek urodziłam:szok::szok::szok:. Tak więc nie było wesoło. Wywołania, badania i cuda na widu ze mną robili a gówniara uparta. A z małą hmmmm jadąc do szpitala powiedziałam ze w sumie to ja nie do porodu tylko takie kamienie mam w podbrzuszu- taki ciężar.:-D:-D:-D a po 3,5 h Laura była:-):cool2:

ps. Tak strasznie żałuje ze na tak długo przerwałam nasz kontakt na BB:sorry2::sorry2::sorry2: ale cóż czasu nie cofne.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry