Kurde, pamiętam jak mnie przyjęli na patologię (z Alą jeszcze) jakoś wieczorem i na kolację dostałam kromkę chleba i łyżeczkę konserwy rybnej....
Rozyczałam się juz wtedy na amen, na szczęście mąż jeszcze wieczorem mnie odwiedził (nie mieliśmy jeszcze telefonów) no i zrobił w sklepie jako - takie zaopatrzenie - bułki, dżemiki, paszteciki, ciastka. Załamałam się wtedy totalnie. W więzieniach mają lepsze żarcie.