kate, pls, help!.. mam problem z Filipem. odkad jest w tej grupie zerowkowej (nowej dla niego, pisalam kiedys - jego grupe rozdzielili i sa tam i 5 latki i 6 latki, tzn rok starsze od naszych), jest niegrzeczny. to takie ogolne stwierdzenie, ale dzis sie zalamalam. pani przedszkolanka rozmawiala z D i po prostu zamarlam. juz nieraz bylo mowione, ze nieusluchany, nie szanuje pani dorotki, jej slow, odpowiada haslami 'a mama i tak mi pozwoli', 'a tata i tak mi kupi' (jestem w szoku!!! w domu sie tak nie odzywa i nie jestem poblazliwa, staram sie byc konsekwentna, nawet w rodzinie mam opinie 'ostrej' mamy, tzn malo poblazliwej wlasnie). w ogole nie umie wspolpracowac w grupie, wszystkie dzieci siedza, on wstaje; na przedstawieniach nie umie ustac na miejscu, robi co chce po prostu. zaczepia kolegow. rysuje cycki (a nie oglada zadnych filmow ani w necie nic, w ogole nie ma dostepu do pilota tak sam z siebie, ja ustalam, co i jak, a jak mu dam to interesuja go wylacznie bajki. fakt, ze ja na golasa nieraz chodze i nie widze w tym nic zlego, ale moze mam przestac???).
wczoraj zalamka - wszystkie dzieci siedza i rysuja szlaczki, a ten nagle gacie w dol i wszystkim d.. wypina.. no spalilam sie ze wstydu!!!... i przeklina czesto.. a w domu nigdy takich zachowac nie ma, doslownei ANI RAZU sie nie zdarzylo, zeby 'brzydkie slowo' powiedzial.. no rece mi opadly..
w domu z Filipem nie mam zadnych problemow, wrecz mniej niz z Maksiem, ktory w pkolu jest uwielbiany przez wszystkich. sa jasno ustalone zasady, system nagrod i kar (brak bajki, brak slodyczy), duzo przytulam, rozmawiam, wydaje mi sie strasznie madrym, wrazliwym chlopcem.. kocham go nad zycie i jak dzis to uslyszalam to jakby o obcym dziecku.. po prostu jak rozwydrzony, okropny chuligan, bachor z patoli

zarcik.
oczywiscie w pierwszym momencie mysle sobie - kurde, pani sobie z nim nie radzi, przeciez w domu nie ma grupy, jak mu pokazac, jak ma sie zachowac, jak to nagradzac czy karac, skoro nie widze; no i ze nie szanuje p. dorotki (druga jakby problemu z nim nie ma), ze to jej wina, bo autorytetu nie umie zbudowac; no i ze jakis kolega pewnie go zdomminowal i pewnie chce Fiol mu zaimponowac czy cos.. ale przeciez nie jest tak jednostronnie, nie moge zwalac calej winy na innych, przerzucac sie odpowiedzialnoscia; cos robimy nie tak, tylko co!..
zalamalam sie.. no i klucz - pani mowi, ze to od wrzesnia doslownie, odkad wszedl do nowej grupy.. nie wiem tylko, czy to dlatego, ze nowa grupa i nowi koledzy, czy raczej dlatego, ze sie urodzil Felek i my cos zle robimy (ale wydaje sie, ze wszystko ok - kocha Felka strasznie, ciagle sie nim opiekuje, caluje, bawi, no nie zauwazylam sladu zazdrosci).. staram sie po rowno ich traktowac, ale moze czegos nie zauwazam..? a najgorsze (najlepsze?) ze w domu tych problemow w ogole nie ma i nie wiem, jak z nim o tym rozmawiac. rozmawiam codziennie, pytam jak w pkolu, czy byl grzeczny, czy byl mily dla kolegow i dla pani, jak sie zachowywal na rytmice itp..
ponoc ma jednego kolege, ktorego niby on ciagnie w dol.. a moze jest odwrotnie, moze ich rozdzielic..?