hej dziewczyny..
dzisiaj poczulam, jak strasznie stwardnial mi brzuch... nie jako skurcz - przynajmniej nie tak jak to sobie wyobrazam - ale twardnial i trzymal tak strasznie dlugo, nawet godzine i wiecej... na poczatku sie nie martwilam, ale pozniej dolaczyl do tego bol brzucha i krzyza. dwie nospy nie pomogly i gdy pojawilo sie mocne parcie na pecherz i jelita (...

) co kilka minut przestraszylam sie nie na zarty... zadzwonilam do gina i kazal przyjechac... na szczescie okazalo sie, ze z dzidzia wszystko w porzadku, rusza sie (chociaz tego nie czuje), tak samo z szyjka - dluga, zamknieta, zadnego rozwarcia. wszystko niby ok, ale ten brzuch caly czas mialam bardzo napiety. zapisal mi nospe 3x1tabl, i, gdyby to nie pomagalo, relanium mam brac. na ulotce napisane, ze tylko w razie bezwzglednej koniecznosci, ze moze powodowac wady wrodzone itp.. ale lekarz mowi, ze mam sie nie bac, ze spokojnie, jak sie cos dzieje - wziac nawet 3xdziennie... ja sie boje i na razie postanowilam brac tylko nospe i kupic jeszcze magnez. no i mam duzo lezec, odpoczywac i w ogole sam relaks ;-) (z tym raczej problemu nie bedzie w moim przypadku skrajnego leniucha!)
no i niby jest wszystko ok, a jednak nie jest ok :/ i co ja mam o tym myslec?
czy ktoras z was tez tak miala?
jutro rano jade nad jezioro na tydzien. tam sobie poodpoczywam.. samochod jakby co jest..
i biore laptopa z netem ze soba, wiec czekam na odzew...