Anacona - w temacie spacerów ja też nie mam czym się chwalić. Jeszcze jak Młoda jest w przedszkolu to wychodzimy po nią, ale że często choruje to wiele dni przesiedzielismy w domu. Usprawiedliwiam się trochę moim stanem, bo jednak zebranie dwójki wysiłku trochę kosztuje, a ja ostatnio zwyczajnie nie mam na to siły, ale szkoda mi Miska bo widzę jak się pali do wychodzenia. Pocieszam się jednak, że jak się N urodzi, to na dworze będziemy spędzać zdecydowanie więcej czasu.
Agunia - dasz radę

osobiście polecam chustę /nosidełko, moja O też należy do tych szwendających się, a do tego chciała żeby mama zawsze była bliziutko, więc z wózkiem nie byłoby szans. I generalnie pierwsze pół roku Misiek widział wózek tylko jak się wybieralismy na rodzinne spacery z mężem. Teraz będzie pewnie podobnie, bo Misiek lubi chodzić w samopas, ale trzeba go pilnować, a nie wyobrażam sobie ganiania za nim z wózkiem.
Katjuszka - a ty jeszcze nie urodziłaś

? Mnie tego typu pytania omijają, bo od jakiegoś czasu mogę podać konkretny termin. Poza tym tym razem mam jakiś mniejszy brzuch, więc nawet sąsiedzi myślą że termin mam na za jakiś miesiąc - dwa, a tu 40tc.
I wczoraj myślałam, że już się zaczyna, ale na szczęście to był fałszywy alarm. Mam nadzieję, że dziś się będę lepiej czuła, bo muszę dzieci spakować jak T będzie w pracy, do tego O W domu (bo bez sensu teraz na dwa dni ją do przedszkola prowadzić), M znów się rozłożył (katar go męczy i teraz temperatura doszła ... Może to w końcu piątki idą?). Mam nadzieję że jakoś to ogarnę. Potem zbieramy się do teściów,
a jutro rano na porodówkę... Jak ten czas szybko minął...