Wróciliśmy z poradni, opis diagnozy będzie za jakieś dwa tygodnie, a jutro mają dzwonić panie z propozycją zajęć terapeutycznych, dobrze. Jeszcze dostałam jakieś zaświadczenie, które się składa gdzieś tam aby ubiegać się o zasiłek pielęgnacyjny. Fajnie byłoby coś takiego dostać, nawet nie wiedziałam, że są takie możliwości, może chociaż część kosztó które ponosimy co miesiąc na terapię, zwróciłaby się.
jaspis, ja do tych pojemników PCK też nie wrzucam ubrań. Rafał swoje rzeczy zawozi do brata Alberta, a moje i Ignaca oddajemy do domu samotnej matki. W zeszłym roku zauważyłam też że taki pan chodzi po śmietnikach. Wyglądał na biednego, ale nie pijaczka. Zapytałam czy chce jakieś rzeczy po mężu i następnego dnia umówiłam się z nim przy śmietniku. Dostał kutrkę na zimę, swetry, t-shirty i był bardzo zadowolony, no i ja też, bo problem miałam z głowy, a przy okazji komuś pomogłam.
secreto, jak nie chcesz chrzcić dziecka to nie rób tego. Przecież to decyzja tylko twoja i męża. My Ignaca nie ochrzciliśmy właśnie z takiego powodu, o którym ty mówisz. Oczywiście dziadkowie mieli 1000 pretensji ( i tylko moja babcia, która jest bardzo wierząca, ale przy okazji też mądra, zrozumiała) i do tej pory gadają o chrzcie, zwłaszcza Rafała mama, bo moi rodzice jakoś trzy lata temu uspokoili się. No, a teraz temat chrztu wrócił, bo drugie dziecko w drodze. Ja to uważam, że najmniej tolerancyjni są ludzie małej wiary, a przynajmniej w naszym otoczeniu tak jest (moja dobra koleżanka, z którą chodziłam do liceuma później przez jakiś czas mieszkałam na studiach, kończyła teologię, koleguje się z Jezuitami i ogólnie zaangażowana jest w życie kościoła, ale jakoś nigdy nie mówiła mi, że mam iść na mszę, albo ochrzcić dziecko).