Hej 
Rozmawiałyście o dużych brzuchach
Ja jeszcze do połowy nie doszłam ciąży, a mam 96 cm :/
Ale podobno jakoś się strasznie nie rzuca w oczy
Fakt, że poszedł mi typowo "chłopaczkowo" - do przodu, a nie na boki. Z Anielą miałam bardziej "rozlany".
No ale już nawet Franek zauważył, że coś jest nie tak i mnie pyta, czemu Antek tak dużo je
***
Koreczek, ze smokiem dobrze Ci dziewczyny mówią - generalnie zasada przy dzieciach jest jedna: NIC NIE ZAKŁADAJ.
Smoczek to nie zło. O ile nie jest w paszczy non stop do 4 roku życia
U nas było tak, że Franek dostał smoka dopiero koło 3 miesiąca. Wcześniej nie potrzebował, bo zasypiał ładnie sam, a w międzyczasie w ogóle nie marudził. Dopiero w 3 miesiącu zaczęło go więcej rzeczy rozpraszać, a smoczek pozwalał mu się koncentrować na zasypianiu.
Aniela dostała smoczka wcześniej, bo nie umiała sama zasnąć. Ale za to ze smokiem do 9 miesiąca życia zasypiała sama w łóżeczku, dopiero potem zaczęła potrzebować obecności kogoś dorosłego.
Ja mam kilka zasad, jeśli chodzi o smoka:
1. Daję go do zasypiania, nigdy do zabawy. Od samego początku.
2. Jedyny wyjątek od tej reguły to sytuacje "ekstremalne" typu komunikacja miejsca, samochód, kościół, kiedy dziecko płacze, marudzi, a nic innego już nie skutkuje (no ale wtedy zazwyczaj jest po prostu zmęczone albo głodne - w domu by dostało jeść lub smoka i poszło do łóżeczka).
3. Smoczka zabieram niedługo po roku. Jak już dziecko jest w miarę kumate, można je zagadać, nie musi jeść od razu jak poczuje głód, a i z sennością potrafi sobie jako tako radzić. Franek miał smoczka 15 mies., Aniela - 14 mies.
Co do zamienników: moje dzieci upodobały sobie metki od kocyków
Muszą coś miętolić w ręce przy zasypianiu i metki się doskonale sprawdzają. Aniela miała na początku tetrę (koniecznie zaplutą mlekiem - swojski zapach
). Franek koło 2,5 roku przeszedł na maskotkę.
I to jest super sprawa, o ile kocyk czy metka zostają w ręce, a nie lądują w paszczy
Będziesz widzieć, czy jest taka potrzeba - moje dzieci przy zasypianiu ruszały jedną ręką, przesuwały ją po łóżeczku, jakby chciały coś złapać. Wtedy podsuwałam pod rękę tetrę czy metkę i już spokojnie zasypiały
Jeśli dziecko jest bezsmoczkowe, to trzeba uważać na palce. Odruch ssania jest mocny i może się maluch nauczyć ssać kciuk. A tego oduczyć już nie jest tak łatwo.
Co do odstawiania - ja po prostu zabierałam smoka i tyle. Raz a porządnie. Ważne, żeby nie robić dziecku wody z mózgu i nie ulegać mu po dniu czy dwóch. Nie ma i tyle. Moje były na tyle małe, że nie było sensu dorabiać historyjek i smoczku zjedzonym przez myszki itp.
Po prostu zabierałam, mówiłam, że smoczka nie ma, tuliłam, kładłam do łóżeczka, śpiewałam kołysankę.
Aniela darła się przez jeden dzień (najpierw pół godziny na drzemce, potem 15 minut wieczorem). Na drugi już spokojnie zasnęła bez smoka.
Franek dwa pierwsze dni w ogóle nie zauważył zmiany. Potem zaczął trochę protestować i popłakiwać. Jakieś dwa kolejne dni to trwało. A potem się przyzwyczaił.
W takim wieku ssanie smoczka to już kwestia przyzwyczajenia, a nie potrzeba fizjologiczna. Trzeba się oduczyć, przestawić, pogodzić ze zmianą. Dobrze dostać coś w zamian (pieluszkę, misia). I jakoś leci
***
Uff... Się rozpisałam
Ale to u mnie akurat w miarę świeży temat
Rozmawiałyście o dużych brzuchach
No ale już nawet Franek zauważył, że coś jest nie tak i mnie pyta, czemu Antek tak dużo je
***
Koreczek, ze smokiem dobrze Ci dziewczyny mówią - generalnie zasada przy dzieciach jest jedna: NIC NIE ZAKŁADAJ.
Smoczek to nie zło. O ile nie jest w paszczy non stop do 4 roku życia
U nas było tak, że Franek dostał smoka dopiero koło 3 miesiąca. Wcześniej nie potrzebował, bo zasypiał ładnie sam, a w międzyczasie w ogóle nie marudził. Dopiero w 3 miesiącu zaczęło go więcej rzeczy rozpraszać, a smoczek pozwalał mu się koncentrować na zasypianiu.
Aniela dostała smoczka wcześniej, bo nie umiała sama zasnąć. Ale za to ze smokiem do 9 miesiąca życia zasypiała sama w łóżeczku, dopiero potem zaczęła potrzebować obecności kogoś dorosłego.
Ja mam kilka zasad, jeśli chodzi o smoka:
1. Daję go do zasypiania, nigdy do zabawy. Od samego początku.
2. Jedyny wyjątek od tej reguły to sytuacje "ekstremalne" typu komunikacja miejsca, samochód, kościół, kiedy dziecko płacze, marudzi, a nic innego już nie skutkuje (no ale wtedy zazwyczaj jest po prostu zmęczone albo głodne - w domu by dostało jeść lub smoka i poszło do łóżeczka).
3. Smoczka zabieram niedługo po roku. Jak już dziecko jest w miarę kumate, można je zagadać, nie musi jeść od razu jak poczuje głód, a i z sennością potrafi sobie jako tako radzić. Franek miał smoczka 15 mies., Aniela - 14 mies.
Co do zamienników: moje dzieci upodobały sobie metki od kocyków
I to jest super sprawa, o ile kocyk czy metka zostają w ręce, a nie lądują w paszczy
Będziesz widzieć, czy jest taka potrzeba - moje dzieci przy zasypianiu ruszały jedną ręką, przesuwały ją po łóżeczku, jakby chciały coś złapać. Wtedy podsuwałam pod rękę tetrę czy metkę i już spokojnie zasypiały
Jeśli dziecko jest bezsmoczkowe, to trzeba uważać na palce. Odruch ssania jest mocny i może się maluch nauczyć ssać kciuk. A tego oduczyć już nie jest tak łatwo.
Co do odstawiania - ja po prostu zabierałam smoka i tyle. Raz a porządnie. Ważne, żeby nie robić dziecku wody z mózgu i nie ulegać mu po dniu czy dwóch. Nie ma i tyle. Moje były na tyle małe, że nie było sensu dorabiać historyjek i smoczku zjedzonym przez myszki itp.
Po prostu zabierałam, mówiłam, że smoczka nie ma, tuliłam, kładłam do łóżeczka, śpiewałam kołysankę.
Aniela darła się przez jeden dzień (najpierw pół godziny na drzemce, potem 15 minut wieczorem). Na drugi już spokojnie zasnęła bez smoka.
Franek dwa pierwsze dni w ogóle nie zauważył zmiany. Potem zaczął trochę protestować i popłakiwać. Jakieś dwa kolejne dni to trwało. A potem się przyzwyczaił.
W takim wieku ssanie smoczka to już kwestia przyzwyczajenia, a nie potrzeba fizjologiczna. Trzeba się oduczyć, przestawić, pogodzić ze zmianą. Dobrze dostać coś w zamian (pieluszkę, misia). I jakoś leci
***
Uff... Się rozpisałam
Ale to u mnie akurat w miarę świeży temat
). Sama też bym się wkurzyła okrutnie - tyle,że ja mam niestety taki charakter,że na 10000% nie udałoby mi się utrzymać języka za zębami-tak więc szacun dla Ciebie,że wzniosłaś się na takie wyżyny cierpliwości,żeby zachować spokój...Mnie za to wczoraj wkurzyła moja siostra (mam 3 siostry, dwie są ok,ale z jedną totalnie nie potrafię się dogadać). Jedna z sióstr (jedna z tych fajnych) zaczęła wczoraj mówić,nie może się doczekać na to nasze dziecko,że chciałaby mi przy nim pomagać itp....na co druga (ta niefajna) z góry zaręczyła,że jakby co to ona absolutnie nie zamierza mi przy nim pomagać i żebym na to nie liczyła....noż k***a...znam ją od lat i już naturalnie nie przychodzi mi do głowy,żeby ją o cokolwiek prosić...nawet gdyby była ostatnią osobą na świecie...ale dzięki za info, niepotrzebnie mi uświadomiła to co i tak już wiem. Nie musiała się wysilać...może bała się,że o cokolwiek bym ją poprosiła jeszcze albo coś...bez obaw- nie zamierzałam.
no ja mam prawie codziennie bez względu na to co zjem...tragedia, osiada na meblach 
sa śliczne i takie malutkie!!)