Witam po dlugiej przerwie. Nie byla w stanie siasiasc do komputera i cos napisac. Jestem po tygodniowym pobycie w szpitalu, wszystkie moje dolegliwosci tak mi daly znac, ze musialam jechac na ER i tam juz nie chieli mnie wypuscic, bo wtrakcie okazalo sie, ze z moim sercem jest cos nie tam. Ja mialam wade od urodzenia, ale w Polsce lekarz powiedzial mi, ze to jest tak maly problem, ze nie ma co robic z tego jakiego problemu. Jesli w przyszlosci poczuje sie zle , dzwonic do lekarza i wtedy cos zaczniemy robic z tym problemem. I tak mija 20 lat i okazuje sie, ze teraz jest to tak wielki problem, ze musza mi od razu rodzic operacje serca, bo moje zastawki w kazdej chwili moga "wysiasc". Mam teraz nowe zastawki, prawie, ze nowe serce, ale strasznie sieszko mi sie dochodzi do siebie, bo nic nie moge robic. Swoja corcie jedynie ogladam, bo nie maona wziasc mi jej na serce i tak bedzie przez 6 tygodzni. Ale caly czas mysle, ze to tylko 6 tygodni i juz niedlugo corcia bedzie w moim ramionach. Musze byc troche samolubna, musze teraz muszlec przede wszystkim o sobie, bo to bedzie pozniej procentowac.
tak wiec same widzicie jak to w zyciu bywa, ze nigdy w zyciu bym nie przypuszczala, ze ja jadac na ER jade na tak powazna operacje.
Moja rodzina zjamowala sie Natlka, a szczegolnie moj maz ktory sprawdzil sie na 10000%, o teraz wie wiecej o naszym dziecku niz ja, bo jednak tydzien to kawalek czasu dla takiego bobaska.:-)
