jestem tez....troche zajeta, wlasnie dzis odwoze tatusia na lotnisko. No nic, uparl sie biedak ze wraca do kraju ojczystego no to niech mu tam dobrze bedzie. Poza tym nic ciekawego, zalatana bylam zalatwiajac jego sprawy, nie mial paszportu, zakupy oczywiscie

Ta czesc zakupowa musze przyznac chyba najprzyjemnejsza byla. A tak to praca, dom, jakies gotowanie, dzieci koncza szkole. Oliver idzie do pierwszej klasy i teraz przygotowywali sie do graduacji zerowkowej ktora maja pod sam koniec maja. Moj nastoletni syn w koncu przeforsowal swoje i przeprowadza sie do mnie na stale. Wlasnie jestem na etapie zalatwiania transferu z jego obecnej szkoly to naszej lokalnej obok mnie. Zostalo mu dwa lata high school'u wiec przeniose go juz tutaj, zamiast wloczenia sie kolejkami do miasta to elegancko bedzie po niego podjezdzal autobus szkolny. Super sprawa bo nie bede musiala sie martwic gdzie on jest, czy dojechal na czas, czy nie spoznil sie na pociag itd. No i w koncu dziecko bedzie mialo jeden dom. Do tej pory to tak sie paletal miedzy domem ojca a moim. Poza tym towarzystwo tutaj chyba troche lepsze od tego chicagowskiego ktore mial....Wiec jak widze same plusy tej zmiany

Moje srednie dziecko zmusilo mnie do robienia browni tak od rana, wlasnie sie upiekla i tak fajnie pachnie

Oczywiscie z gruba polewa czekoladowa...mniaaaam! Malucha sobie dziadek uspil w swoim pokoju, chyba sie jeszcze chcieli poprzytulac tak na odjezdne....juz jest spakowany no i gdzies kolo szostej wieczor ruszamy na O'Hare...nie moge uwierzyc ze po 14 latach leci...no coz...