Fiolka ja mialam dokladnie te same odczucia co Ty jak czekalismy na pierwszego synka. Jak stracilismy pierwsza ciaze to wogole bylo ciezko nam obojgu i tylko dzieki R dalam rade, mielismy siebie i to dalo sile, zrozumialam wtedy, ze mam cudownego faceta u boku, dla ktorego mialam ochote zaczynac kazdy nastepny dzien. Potem jak czekalismy na pierwszego synka to ciaza byla zagrozona, wiec duzo musialam lezec i tez bylo ciezko plus stresy przed wszystkim, ale wlasnie dzieki R dawalam z siebie wszystko i mialam sile. To samo bylo jak czekalismy na drugiego synka, wtedy sila byla od meza i naszego pierworodnego szczescia. Dzieci wypelnily tak nasz czas i zycie, ze nie ma w tym nudy, a jest spelnienie. Jeszcze troszke i zaznasz tego wszystkiego i wszystkie te stresy mina, bo wiem, ze oczekiwanie na dziecko i strach o nie sprawia, ze czujemy sie slabi psychicznie, bo do tego trzeba sily, ja tez wielu rzeczy sie obawiam. Dla Ciebie teraz stresy, bo czekasz na pierwsze dziecko, ale bedzie dobrze. Jak nasz pierworodny sie urodzil to wtedy tyle emocji we mnie szalalo i zrozumialam co to znaczy macierzynstwo, to wszystko przychodzi w odpowiednim momencie.
Ja na mojego meza tez nie moge narzekac, bo wlasnie dzieki niemu zawsze ta sile mialam i mam, wspiera mnie we wszystkim, i tez nie wiem co bym bez niego zrobila, ja tez jestem panikara i tylko on potrafi mnie uspokic, on jest prawdziwa oaza spokoju

.
A co do torby to ja nie pakowalam rzeczy na wyjscie dla mnie i maluszka jak sie szykowalam na poprzednie porody, po prostu naszykowalam te rzeczy, a potem maz mi do szpitala przywiozl jak mielismy wychodzic. Teraz tez leza naszykowane, zlozone w torbie, ktora stoi w naszej sypialni, bo jeszcze nie wiemy, gdzie rodzic bedziemy.