hej :-)
friggia nie wiedzialam, ze dalej Ci placa, myslalam, ze po macierzynskim wypieli sie i wymyslaja. A tak to faktyczniejestes troche w kropce...
ianka Vincent tez dostal wit K w szpitalu, ale dawki nie znam, zakladam, ze jest wystarczajaca
dziewczyny faktycznie strach z tymi instytucjami

Jestem troche przerazona tym lataniem samopas, a jak dzwoni telefon to mi sie goraco robi bo sie oboje, ze to z przedszkola i ze malej cos sie stalo

ale dyrektorka powiedziala mi, ze juz 25 lat pracuje z dziecmi i jeszcze z zadnym nie musiala jechac do szpitala...
Co do czystosci, to o to dbaja, Julianka czesto wraca przebrana, bo polamila sie przy obiadku, raz nawet wrocila w przedszkolnych ciuszkach, bo swoich juz jej zabraklo. A jesli chodzi o te roczne maluchy, to jak siedzialam tam 2 tyg z Julianka to mialam wrazenie, ze sa czyste i zadbane i ze az tak sie ich nie puszcza, choc kilka razy widzialam jak sie wspinaja na te schodki dla duzych dzieci a opiekunka sobie spacerkiem idzie je zdjac. I fakt, plotkuja a dzieci biegaja. A ostatnio jak zaprowadzilam Lusie, to wchodze do pokoju jej grupy, a tam dzieci same, jakis chlopczyk zbil dziewczynke, ona placze, dopiero po chwili przyszla opiekunka z drugiego pomieszczenia. Nie wyobrazam sobie, co by bylo, jakby np dziecko upadlo i stracilo przytomnoc, przeciez jak nie krzyczy, to wg nich wszystko ok
Ale z drugiej strony takie myslenie prowadzi prosto do paranoi wiec mysle, ze skoro tak robia, to chyba to im sie sprawdza i nic takiego sie nie dzieje. Zdecydowalam, ze Vincenta oddam do zlobka jednak po roku, a nie po 8 msc jak planowalam. Chyba :-) wybralam ta instytucje, do ktorej chodzi Julianka, ale jednak sie martwie. Justynaj masz racje, z jednej strony glupio robic awanture, z drugiej strony ciezko pewne rzeczy akceptowac. Mnie na samym poczatku poniosly lekko nerwy, zadzwonilam do komuny na skarge, potem bylam u dyrektorki z uwagami, ale teraz postanowilam poobserwowac, bo widze ze sie staraja, a jak bede tam ciagle miec jakies "ale" to sie boje, ze odbije sie to na Juliance. Choc podpytujemy ja i personel dobrze ja traktuje, pytamy, czy np jak upadla, to zaraz ktos ja pocieszyl, itd i mowi, ze tak. A dzis moj maz przyjechal miedzy pracami by ja odwiezc do przedszkola, a ona juz w progu pyta "kiedy jedziemy??" Wiec mam nadzieje, ze jej tam dobrze
a jeszcze napisze Wam, ze przyjaciolka mojej cioci pracowala w prywatnym przedszkolu we Wroclawiu, ceny to 800-1200 zl za miesiac, czyli jak na polskie warunki duzo, a co tam sie dzialo... Na 15 dzieci byla jedna przedszkolanka, ktora nie mogla pojsc siusiu dopoki nie przyszla ta druga na druga zmiane, bylo wywieszone menu, np kanapki z szyneczka a dzieci dostawaly pol kanapki z mielonka z Biedronki a jak chcialy wiecej, to dostawaly z margaryna najtansza, lub mowilo im sie "najesz sie w domu" na obiad np po pol nalesnika takiego z Biedronki, a najlepsze ze tam byly kamery ale tylko np w jeden kat sali zabaw a juz co w kuchni to nie. Inna znajoma mi opowiadala, ze pracowala w zlobku i tez wywieszali super jadlospis a maluchy jadly... ryz z vegeta! i danonki

takze pocieszam sie, ze wszedzie sa beznadziejne instytucje, pozostaje nam sprawdzac, pytac i ... nie martwic sie na zapas
Buzka