Od dzisiaj chyba porzucam do końca ciąży prowadzenie samochodu, miałam stłuczkę, nie ze swojej winy. Chciałam skręcać w lewo, ale musiałam poczekać aż się zwolni, a facet wjechał mi w tył... No i co robić, na pobocze i oglądamy. Na szczęście nic nam się nie stało, prędkości małe, nawet pas się nie napiął, a maleńka akurat sobie fikała radośnie i cale wydarzenie nie zrobiło na niej najmniejszego wrażenia Za to facet jak zobaczył, że wysiada babka w ciąży, to prawie tam padł na zawał, bardzo był sympatyczny i przejęty, czy wszystko ze mną dobrze. Fart, że akurat się przeprowadzamy i często korzystamy z przyczepki, to mamy zamontowany hak, normalnie jeździmy bez. I dzięki temu nasza cytrynka bez szwanku, a facet rozwalił sobie zderzak i wygiął rejestrację.
Na wszelki wypadek jednak wymieniliśmy się namiarami, mąż musiał sprawdzić, czy hak da się zdjąć i ogólnie czy wszystko tam w porządku. Na szczęście wszystko w 100% okej.