Mikołajka cudna!
Magia świąt... Magię, to ja czułam jako dziecko. Ateistką jestem, może to dlatego. Obecnie dla mnie to jedna wielka masakra. Jakiś wyścig, dziki pęd - kto ma ładniejszą choinkę, kto da dzieciom więcej wypaśnych prezentów, kto będzie miał więcej potraw, wyszukanych, wykwintnych. Jak czytam komentarze pod zdjęciami niektórych znajomych, to mnie się słabo robi. Bo tym razem Mikołaj przyniósł auto za 500zł, rower, konsolę i kij wie co jeszcze. No i płacz, bo jest o 2 prezenty mniej niż w roku ubiegłym. Jak tak można, co dziecko w szkole powie??
A najbardziej nienawidzę zakupów przedświątecznych. Chociaż w Austrii znienawidziłam je mniej, bo oni tu nie mają takiego, za przeproszeniem, pierdolca. 23 grudnia, robimy zakupy w Merkur. Idę koło działu rybnego i widzę, że się baby kłócą. Przyciągnęło to moją uwagę, bo takie rzeczy to raz na ruski rok tu widzę. I co? Baby się o kawałek karpia kłócą. Ale jak się kłócą... po polsku, szlachetnym slangiem podwórkowym. Mało się nie pozabijały. Uśmiechnęłam się do nich szeroko, powiedziałam "Widzę, że panie głęboko wierzące, dzielicie się z bliźnim w okresie świątecznym. Bóg na pewno jest z was dumny.". Poczerwieniały i chyba dały sobie spokój z tą rybą. Jak byłam dzieckiem, to chodziłam ucieszona od ucha do ucha, bo wiedziałam że wszędzie będzie kolorowo, może i w sklepach będą kolejki, ale ludzie będą dla siebie mili, pouśmiechają się, pośpiewają kolędy. Dorosłam i przejrzałam na oczy, czy na prawdę tak się wszystko pozmieniało? O głupią rybę sobie prawie oczy wydrapują?
Ja święta spędziłam bardzo miło, nie przejmowałam się tym, że w sypialni mam okno brudne, że tylko kilka dań mieliśmy, że pod choinką nie było 30 prezentów. Spędziłam ten czas z rodziną, na wylegiwaniu się przed bajką, na zabawie, na uśmiechach. Szkoda tylko, że bez śniegu z deszczem i wiatrem takim, że mało głowy nie urwie.
Żem wywód Wam dała. Wybaczcie, brak snu i kawy robi swoje
