Hej, dziewczyny. Ja piszę teraz tak na szybko, nie mam zbyt wiele czasu.

Jeśli chodzi o wątek zamknięty to nie mam własnego zdania. Oczywiście o ile to wpłynie pozytywnie na tę dyskusję, to jestem za ;-).
Piszę w sprawie "odchudzania pociążowego" - temat długi, szeroki i ogólnie zakręcony

.
Odchudzać się zaczęłam jeszcze przed porodem i to całkiem skutecznie. No ale teraz, jako że już urodziłam to mogę zacząć intensywniej. I tu zaczynają się schody - zastanawiam się, czy nie zastosować tej samej diety, co po ciąży z Tosią, tj. tzw. "głodówki". Pamiętam, że wtedy piłam 2 l. wody dzień w dzień i tylko dwa razy w tygodniu jadłam jabłko. No i po tygodniu schudłam 7 kg, ale miałam problemy z cerą, skupieniem, samopoczuciem itd., a do tego noworodek w domu. No ale opłacało się, bo potem dużo sportu i straciłam całą zbędną wagę. Mogłabym tak zacząć i teraz, ale boję się, że to mogłoby mieć ekstremalnie zły wpływ na zdrowie, zwłaszcza, że to byłby drugi raz. A wiem, że chciałabym szybko schudnąć (jak każda kobieta

), ale w ciąży to wiadomo - bałam się o Lou. A teraz to już nie wiem, co mam robić - nie chce mi się chudnąć "normalnie" (jak w czasie ciąży z Lou), przez tygodnie, a nawet miesiące, wolę iść na łatwiznę, ale mam małe obawy. Zastanawiałam się nad kontaktem z dietetykiem, ale:
a) nie mam czasu,
b) wolałabym się najpierw spytać Was, niż od razu zasięgać fachowej porady.
Także, jakie jest Wasze zdanie w tej sprawie?
Przepraszam, że teraz tak tylko o sobie, następnym razem doczepię się i Was ;-).