Witam,
Pozdrowienia z Polski:-)
Lot był spokojny, Bartek trochę mniej;-), mimo że nie spał od 4 rano w samolocie przez całą podróż chodził albo stał na siedzeniu(oczywiście w czasie kiedy można było odpiąć pasy).
Teraz cieszę się zasłużonym urlopem

dziecko moje cały czas najchętniej bawiłoby się z dziadkami

a że i dziadki nie mogą się nacieszyć wnukiem i jeszcze mają siłę, ja mogę sobie spokojnie kawkę pić a oni niech sie sobą zajmują
Bartek juz był na sankach, w nowym kombinezonie i kozakach

i zanosi się, że na sanki bedziemy chodzic codziennie, ja aż tak się z tego śniegu nie cieszę, ale że to dziadki biorą Bartusia na sanki to też mi to nie przeszkadza;-)
Joasiah, nic nowego Ci nie poradzę w sprawie "Anglii", sama wiesz jak jest;-)
Najlepiej i najbezpieczniej na początku u kogoś znajomego się zatrzymać, my tak mieliśmy, połowa stresu odchodzi jak wiesz, że masz pewne mieszkanie, co do pracy to mój Adam od początku chodził wszędzie SAM nikt mu nie pomagał, nie to że nie miał mu kto pomagać tylko mój mąż taki jest, że "on sam"

, troche szczęścia też nie zaszkodzi, ale o tym wszystkim juz pisałyśmy;-)
Dzisiaj byłam na zakupach, mleko, serki, jogurty i takie tam w większości dla Bartusia, przy płaceniu o mało nie dostałam zawału



160 zł a NAPRAWDĘ nie kupiłam dużo, jak te ceny są nieadekwatne do przeciętnych zarobków

jogurt z Hipp kosztuje 5.20zł a w Asda ten sam 80p. Wizyta w sklepie przypomniała mi czemu (miedzy innymi) wyjechaliśmy;-) .