co do porodu to wiadomo, ze niewiele mlzna zaplanowac czy postanowic. ale ponoc jak w kazdej dziedzinie - pozytywne nastawienie to polowa sukcesu. wiec sie tego trzymajmy i nastawiajmy pozytywnie wzajemnie

.
a w kwestii tego co potem. tutaj juz duzo zalezy od nas. od partnera, wspolny h ustalen oraz wywiazywania sie z nich. ograniczenia czy swobody w duzej mierze zaleza od tego jakie jest wsparcie ze strony partnera. ja dzis doskonale wiem, ze gdybym wychowywala Filipa z jego ojcem to bylabym samotna matka w pseudozwiazku. w najlepszym razie zadbalby o finanse. tylko nke wiem na ile umialby sie nimi ze mna i dzieckiem dzielic...
co do mojego M jestem spokojna. Filipa wychowujemy razem od kiedy skonczyl rok. i robimy to naprawde RAZEM. zaleznie od predyspozycji podzielilismy sie na role. tak aby kazdy czul sie pewnie w swojej czesci. jednoczesnie kazde z nas w razie potrzeby potrafi przejac na siebie calosc. M sie nie miga, nie ucieka. zreszta widzac na dzis zachowanie jego ojca mam tez podstawy przypuszczac, ze mu tak zostanie na lata. mam super tescia, ktory byl i jest super ojcem, dziadkiem, mezem, synem, bratem.
jasne, ze mimo wszytsko snuje czasem czarne wizje. zycie mi nieraz dokopalo wiec gdzies tam na dnie zawsze mam obawe, ze cos zaraz pierdyknie. no, ale to musze mkec gorszy dzien.
a tak reasumujac. pojawienie sie Dzidzi to rewolucja. zmienia wszystko. jedne rzeczy ogranicza,innym daje mozliwosc wyjscia na swiatlo dzienne.
jedno jest pewne - jak masz dziecko zmienia Ci sie perspektywa postrzegania swiata. zmieniaja sie priorytety. i tak nagle trzymasz w ramionach centrum swiata, caly sens. a z czasem uczysz sie na nowo byc odrebna jednostka, dopuszczac innych. gdzies tam znalezc jakas rownowage. lapiesz balans.
a z praktyki: pamietam siebie jeszcze bezdzietna i nawet nie planujaca. patrzylam na koleznke i jej 2,5 latka. wszedzie go ze soba musiala ciagnac. non stop jeczal. czegos chcial. patrzylam ze wspolczuciem. nie ogarnialam jak mozna tak zyc. ogarnelam jak urodzilam.