hej Kobietki!
Napisałam długaśnego posta (jak to ja ) przeszłam na stronę z krzesełkiem które było w poście i kurde wcięło mnie na krzesełkach na chwilkę a jak wróciłam do strony to się okazało że post zniknął

kurcze no
Zatem na szybko:
Witam nowe mamusie

i jeszcze bardziej ich pocieszki
Gratuluje ząbalków,
ukończenia 5-ciu a nawet 6-ciu miesięcy (spóźnione ale szczere buziaki od najwyższej BB forum cioteczki :* :* :* :*),
obrotów wszelakich (w tygodniu zerknę na wątek ze zdjęciami pociech to może tam coś miłego znów zobaczę),
początków siadania!!(obniżenia łóżeczka bo to tez nie lada postęp-gdzie nam do tego:-(),
naprawionego palucha ;-),
supeeeerowych wakacji (opalenizny i figury jak widać na zdjęciach),
udanych wypadów (my do zoo to dopiero może końcem września jak się wreszcie odważę spacerówkę nałożyć na miejsce fotelika),
wyjazdów (zwłaszcza mojego ukochanego Władysławowa - tam robiłam praktyki SAR, bardzo za tym miejscem tęsknie)
Udanych szczepień - oby bez powikłań i przejść (my mieliśmy środę do kitu po szczepieniu nawet rehabilitantka się pytała "dlaczego mama dziecko zepsuła" ale już jest ok)
Ciągle modlę się za zdrowie wszystkich pociech i naprawdę każda dobra wiadomość jest dla mnie jak miód, bo (możecie się śmiać) tak mi jest strasznie źle jak czytam o tych przejściach ze szpitalami, badaniami i całej reszcie jakby to co najmniej moje dziecko było... naprawdę nosze Was w serduchu bardzo :*
itd.
Personalnie innym razem o ile uda mi się zebrać do odtworzenia tego raz jeszcze...
Jeśli o kimś zapomniałam to przez pośpiech ale wierzcie każdego posta czytam z zapartym tchem (czasem ze łzami a czasem aż się tarzam ze śmiechu - jak np. po zdjęciach z malowankami).
Kobietki jesteście dla mnie małą kapsułką energii!! jak was czytam to mi strasznie pomaga nie czuć się tak samotnie z tym wszystkim... dziękuję za kcikasy (
Trytytka ,Kania, Deizzi, Truskafffka, Nimitii, Zuzkon, Madzia Wam zwłaszcza) i ja za was i wasze sprawy również zawsze trzymam...
Trytytka dzięki za pocieszenie z Chrzcinami ale fakt jak tak dalej pójdzie to Danny sam do Chrztu potupa
aha
nimiti co z tym testem bo bardzo myślę o Tobie/Was...
Dziewczyny ja nadal
proponuje spacer po parku my mamy wolne wtorki i czwartki od lekarzy i innych zatem jak coś to może się uda...
Co w trawie:
Udało się zaszczepić we wtorek i możemy się pochwalić 70cm i 8030g wagi jest sobie ciężarek... za to był bardzo baaardzo marudny w środę dr postawiła tezę, że może to po szczepieniu plus ząbkowanie (bo obie jedynki dolne mamy blisko powierzchni i jak się uśmiecha to już są białe kreseczki choć się jeszcze nie przebiły)...
Kilka telefonów tez już załatwione jedne do przodu inne w plecy...
Najważniejsze jutro idę na USG i z tym do hepatologa a ten zdecyduje czy robimy tomografie itd. zatem ciągle się masakrycznie boje i nie powiem po tym co dookoła mam to chyba nawet trochę panikuje...
Udało mi się umówić nawet na szybki termin bo przyszły pon. do mojego psychiatry to na pewno wspomnę o tych stanach depresyjnych bo już drugi raz nie mam ochoty wpaść w ten kocioł za dużo mnie kosztowało wyjście z tego... a do tego z moją dwójką bąbelków muszę się pilnować...
Z panią z Filii Społecznej nic się nie da załatwić takie qw....a przepisy - nic tylko sznur wziąć i się powiesić w tej naszej Polsce... Mają pomagać a tylko szkodzą jak na razie...
Prokurator na wakacjach do wtorku to też nic nie załatwiłam
Sądny dzień coraz bliżej to ja już z nerwów5kg schudłam (no to mi akurat nie zaszkodzi), a mój prawnik miał być od poniedziałku ale go gdzieś wcięło :-(może w tym tyg się uda...
Za to udało mi się ze skierowaniami na wszelkie badania (choć tyle) teraz czekam bo wszędzie terminy... jednak moja postępująca skleroza wzieła górę i zapomniałam, że miałam w piątek iść na założenie holtera i teraz znów pewnie dostanę jakiś mega termin
U kuzyneczki nadal wyniki sie poprawiają (choć ubytek słuchu 45% a w prawym oku zanik pola widzenia o 75% :-( ja zaczynam przez nią być już prawie profesorem od SM - żeby wiedziec jak się zachować lub o czym ona do mnie mówi jak rozmawiamy o wynikach... no jak nie daj Boże już ją całkiem dopadnie to żebym wiedziała jak jej pomóc). Jednak jest dzielna i nawet wyjechała z dzieciaczkami na tydzień odpocząć od wszystkiego... czekam na jej powrót z niecierpliwością bo przecież jej synek teraz do pierwszej klasy idzie to nie lada wydarzenie i Tute już mam naszykowaną dla pierwszoklasisty ;-)
i już sama nie pamiętam co tam było jeszcze...
Jednak reszta się posypała...
Jest tak źle z moim wujciem, że tylko siedzę i płaczę... dziś dostałam taki telefon od zapłakanej cioic, że mnie zmroziło... normalnie nic nie mogłam zrozumieć co mówi tak płakała, aż pomyślałam prze zsekunde o najgorszym...
Wypisali go ze szpitala bo "już niemogą nic dla niego zrobić"... nie wierzę poprostu nie wierzę i odpycham ze wszystkich sił myśl że coś będzi enie tak... jednak teraz w domu bez kroplówek znów osłabł... już nawet do WC nie dojdzie...
Rozwala mnie totalnie ta bezsilność wobec tego wszytskiego...
Powiedzcie mi, że nie zwariowałami nie jest to takie strasznie złe, że marzę o tym by choć kilka dni odpocząć i zaszyć się gdzieś gdzie mnie nikt nie znajdzie...
ech...
Pozdrawiam was wszystkie i każdą z osobna plus buziole dla pociech