Dzięki,że piszesz.Lepiej się człowiek czuje jak nie jest sam, jak ktoś go rozumie.
My tak żyjemy już 4 lata i choć usilnie się staram przyzwyczaić do takiej sytuacji to mi nie wychodzi, nie potrafię.Teraz nie widzimy się już 2 tygodnie i jeszcze do tego weekendu a córeczka znowu chora, ja sama(dobrze że chociaż siostra przyjechała to zmienia mnie w nocy przy małej, bo ma tak zatkany nosek, że żle się jej oddycha i już raz się krzatusila)po lekarzach a oni na mnie jak na głupka, dopiero jakją zbadali to zmnienili ton-w ciągu miesiąca 2 antybiotyk, wcześniej miała zapalenie ucha, teraz gardła i wog,ole jest bardzo wrażliwymi wymagającym dzieckiem.Nie mam z kim dzielić tych smutków ani tych radości, kiedy siadla samanp.
Kiedy już mi się wydaje, że jest ok-jestem w miare spokojna i pogodzona z losem to zawsze musi sie coś stać.
Tak na prawdę to chyba brakuje mi kogoś z kim mogę porozmawiać szczerze, spokojnie o wszystkim, a moj mąż zawsze był też przyjacielem,potrafil mnie wysłuchać ,poradzić uspokoić aż nagle zostalam z tym sama.Jak przyjedzie to nie chce słuchać moich żali, złlości sie zaraz.Wogole to mam wrażenie, że sie od siebie oddalamy, już prawie wogole nie rozmawiamy, nielicząc wymiany informacji dot. codziennych spraw, rachunkow itp.Nie czuję jego zaangażowania w nasz związek, wogóle to wydaje mi sie że żyjemy w dwóch różnych światach, tylko on do mojego wchodzi raz na 2 tygodnie a ja do mjego wcale-brak dostępu, informacji, tajne,poufnei nic z niego nie wyciągniesz

Najardziej rozbija moją stailność widok szczęśliwych małżeństw np. u lekarza, na spacerze a najbardziej przeżylam to w ciąży kiedy chodziłam do lekarza i przyszłe mamusie z przyszłymi tatusiami cai happy, a jak poszłam na zajęcia ze szkoly rodzenia i wszystki-oczywiście oprócz mnie- z mężusiami to pękłam, już więcej tam nie poszlam, o porodzie nie wspomnę, dobrze, że chociaż odebrał nas ze szpitala.
Przepraszam jak cię za nudzam, nie chcialabym cię zalewać soimi żalami.
Jeszcze raz dzieki :laugh: :laugh: :laugh: