Hej dziewczynki ;D
Jestesmy od czwartku w domku ale, pewnie jak wy, czas przelatuje nam w blyskawicznym tempie. Cycolenie, przewijanie, spanie, cycolenie przewijanie spanie itd. Mala przestawila sobie z lekka dzien z noca no i mamy niezla jazde. Na szczescie moj maz jest ze mna i musze powiedziec cudownie mi pomaga

Przylatuja do mnie na wizyte rodzice w czwartek...wizyty rodziny meza juz zaliczylismy. Nie mialam ani chwili czasu zeby do Was zajrzec...no dobra, opisuje porod.
Termin mialam na 20.07, jak potwierdzilo sie ze cc (ulozenie dziecka), kazali mi sie stawic 11 na operacje 12.07. W piatek, 06.07 bylam na ostatniej wizycie kontrolnej. Nasiedzialam sie w poczekalni chyba ponad godzine i tak mi mala nisko "zjechala", ze jak lekarz mnie badal, to widzialam jego lekkie przerazenie w oczach. Kazal zostac w szpitalu i wyznaczyl operacje na nastepny dzien. Pojechalismy jeszcze do domu po torbe, ja juz na pol lezaco..myslalam ze urodze w tym samochodzie

Po poludniu przyjeli mi, porobili wszystkie badania i zakwaterowali. Moze i dobrze ze tak "z dnia na dzien", bo ja sie potwornie boje szpitala, a tak nie mialam ani chwili czasu zeby o tym myslec.
W sobote rano wywiezli mnie do innego pomieszczenia, podali kroplowki i kazali czekac. To czekanie bylo najgorsze - od 0800 do 1030..wydawalo mi sie ze to dnie a nie dwie godziny. O 1030 ruszylismy na gore, tam mnie zaczeli przygotowywac do operacji no i troche nifajnie sie zrobilo, bo tetno skoczylo mi do 190/minute i musieli podawac mi silne leki na obnizenie pulsu i cisnienia. Cala operacja trwala 19 minut (jak sie potem pochwalil moj profesor), Marc byl ze mna moze ze dwie minuty - dopiero potem jak wyrownali mi serce.. no i takie slodkie uczucie jak uslyszalam krzyk malej i przylozyli mi ja do piersi (skad ona ma teczarne wlosy..to byla pierwsza mysl ktora mi przeleciala po glowie ;D).
Potem zszyli mnie, opatulili i zwieli na dol gdzie juz czekal Marc. Przez trzy godziny lezelismy w "przechodniej" sali no a potem juz do pokoju.
Po zejsciu znieczulenia bardzo bolalo. Podawali mi morfine, ktora niestety boli nie zmniejszala a mnie wprowadzala w stan totalnego odurzenia, myslalam ze zlece z lozka
Oczywiscie wieczorem chcialam juz wstac..i tu porazka..bol straszny...zacisnelam zeby usiadlam, zrobilam dwa kroki i musieli mnie lapac bo mdlalam. To samo nastepnego dnia. Dopiero trzeciego dnia doszlam te trzy kroki do lazienki i zdjeli mi ten cholerny cewnik, ktory tak bardzo mi przeszkadzal. A potem z dnia na dzien juz coraz lepiej..tylko bardzo malao spalam..najpierw z bolu a potem dlatego ze mala byla aktywna w nocy a spala w dzien.
Marc byl ze mna caly czas, tez w nocy, mielismy pokoj dla nas obojga, mala caly czas przy nas. Polozne i pielegniarki wszystko pokazywaly i tlumaczyly.
Z opieki jestem naprawde bardzo zadowolona. Modle sie, zeby nastepny porod "zaliczyc" naturalnie..
Acha, do wagi sprzed ciazy brakuje mi jeszcze kilograma, spadlam do dzis 9kg :laugh: