Opowiesci bardzo wzruszajace i ciekawe,szczegolnie Twoja
Mamuska...dobrze,ze nie musialas jechac nocnym na porodowke ;-).
Nadia - poczujesz na pewno,ze to jest juz.Porod nie zawsze zaczyna sie od razu po odstawieniu Fenoterolu.Nie denerwuj sie.
A teraz jak doszlo do mojego porodu...ja nazwe to W KOŃCU DOSZLO.Jak wiecie do szpitala trafilam w 30 tyg.ciazy.Myslalam ze to juz koniec mojej ciazy.Czekajac na karetke,liczac minuty w czasie dojazdu do szpitala,na izbie przyjec.... myslalam tylko o jednym co z Hania????Jak sie okazalo,ze serduszko bije,bylo mi juz obojetne,ze zabieraja mnie na porodowke.Poniewaz udalo im sie wyciszyc,nastepnego dnia trafilam na oddzial.Lezalam na nim 47 dni,tylko 47 dni,az 47 dni...47 dni..... bez Zuzi,bliskich,bez slonca.Na poczatku moglam tylko wstawac do wc,kapieli od 1 wrzesnia,pozostalo mi tylko lezenie,zalatwianie sie na podsuwacz i mycie w miscce,patrzenie czy kroplowka jest jeszcze pelna.I czekanie kiedy znowu zdarzy sie to....mialam 9 krwotokow,4 slabsze,5 mocnych i 5 wizyt na porodowce.Wygladalo to tak samo, noc,dzwonek,siostro to ja,znowu krwotok,ktg,tetno jest...zabieramy na obserwacje.Na porodowce wyciszali,naszprycowali czyms i znowu na oddzial.
Znalam juz wszystkie zmiany poloznych,znalam slowa lekarzy na obchodzie..bylo to takie przewidywalne....MUSIMY POCZEKAC JAK DZIECKO BEDZIE MIALO TE 2500,MUSIMY POCZEKAC DO KONCA 37 TYG.... i znowu na oddzial,dla dobra dziecka....ale tym razem,
mialam wrazenie,ze przedobrzymy...to byl 36 tydz 6 dzien...1 dzien do 37 tyg,zapytalam sie wprost czy to robi roznice....balam sie tego,ze znowu cofna mmnie na oddzial,na weekend,lekarzy wtedy malo,a od 1 wrzesnia kazdy weekend spedzalam na porodowce.Zastanowili sie,trafilam w koncu na mlodego lekarza,ktory po prostu podjal decyzje...poobserwujemy jeszcze troche skurcze...jak beda nadal takie jak teraz spotkamy sie dzisiaj jeszcze.
I SPOTKALISMY SIE......:-)
PRZYSZLA POLOZNA NA DZIENNA ZMIANE,MOJA ULUBIONA ANIA Z PORODOWKI (ZDZIWILA SIE,ZE MNIE WIDZI,W KONCU TO BYL CZWARTEK NIE PIATEK;-)),OGOLILA MI BRZUCH,OBMYLA,DALA NOWA KOSZULE...O 9 RANO WIEDZIALAM,ZE TO BEDZIE DZIS...DZIS...DZIS...
HASLO:JEDZIEMY PANI KASIU
SALA OPERACYJNA,ZNIECZULENIE W KREGOSLUP,NATYCHMIASTOWE UCZUCIE BRAKU NOG - OD PASA W GORE JA...OD PASA W DOL JAKIS MANEKIN....ZACZYNAJA CIAC....TO BYLO DZIWNE...CZULAM,ZE COS MI ROBIA,ALE NIE CZULAM BOLU...MIALAM WRAZENIE,ZE CHCA MI WYJAC ZEBRA....GODZINA 11.13..JEST HANIA...ZDROWA..PLACZACA...POLOZNA ANIA POZWOLILA ZLAPAC MI JEJ NOZKE :-)
ZSZYLI MNIE,PRZELOZYLI NA INNE LOZKO,ZAWIEZLI DO SALI WYBUDZEN...I W KONCU PRZYWIEZLI MALUTKA:-).POTEM TYLKO PARE DNI NAODDZIALE PO PORODZIE I DO DOMU
DZIEN 21 WRZESNIA,OPROCZ TEGO,ZE ZAWSZE BEDZIE MI SIE KOJARZYL Z UR MOJEJ 2 CORKI,JEST DNIEM WIELKIEJ ULGI,WRESZCIE...UDALO SIE DOCZEKAC DO SZCZESLIWEGO ROZWIAZANIA...
BYLAM W SUMIE W SZPITALU 52 DNI,I CHOC BYLO TO CIEZKIE DOSWIADCZENIE,NIE TYLKO ZE WZGLEDU NA MOJA PRZYPADLOSC,ALE I NA TRAGEDIE INNYCH DZIEWCZYNZ MOJEGO POKOJU,TO CIESZE SIE,ZE TAM BYLAM,BO CZULAM SIE PO PROSTU BEZPIECZNIE.
POZDRAWIAM