Byłam w ciąży bliźniaczej. W 25tc ujawnił się TTTS, syndrom podkradania. Nasz Jaś odszedł 21 grudnia 2009 jeszcze we mnie. Szymonek dzielnie walczył, urodził się 5 stycznia 2010, w 29t 3d jako wcześniak. Leżał na oiomie, potem na patologii, łącznie 2 miesiące. 5 marca wyszliśmy do domu.
Pochowaliśmy Janka w dużym grobie, który musieliśmy wykupić na pół z teściami (nie mieliśmy jeszcze żadnego "swojego"), a małe, dziecięce groby zawsze kłuły mnie w serce. Nie chciałam takiego małego, serce mi ściskało za każdym razem, gdy takie widziałam.
Nie stać nas na postawienie nagrobka. Położyliśmy sztuczną trawę na płycie. Jest skromnie.
Smutno mi, że wciąż grób jest wciąż taki.
Chciałam obmurować cegłą grób, nasypać ziemi i posadzić trawę, jakąś skalniakową roślinkę, może kwiaty. Nie doszliśmy do porozumienia.
Serce łamie mi się, gdy czytam o Waszych Pożegnaniach. Tak mi ogromnie przykro...
Mnie nie wszyscy rozumieją, mówią, "masz przecież Szymona".
Godzę w sercu radości macierzyństwa i smutek po stracie drugiego syna.
Mówią, że serce dużo uniesie... Mimo że to już niedługo rok mija, jest mi wciąż tak bardzo, bardzo trudno...