Yen ja tak samo bez fotelikow sobie zycia nie wyobrazam. Jeszcze kiedys dawno jak karmilam je w lezaczkach bujaczkach i zaczelo sie krecenie i wylazenie, przesadzilam do fotelikow i moje zycie stalo sie prostsze

Siedza grzecznie, nawet ich nigdy w nich nie zapinalam. Tez nienawidze jak gdzies jestesmy ich karmic. Ostatnio na komunii jak bylismy to byla istna masakra. Jedna jadla u mnie na kolanach, druga nie chciala to tatus z nia po dworzu chodzil..pozniej ja ja przejelam i nakarmilam. My obiad jedlismy zimny, ale na szczescie ciotki sie nimi zajely na chwile i wogole bylo to mozliwe..
A ja to znowu wygodna jestem o tyle ze wole karmienie sama zalatwic w 5 min i miec czysto

Dalej ciagne ten system ze raz jednej do buzi, raz drugiej. Jak je zostawie same zeby jadly to malo ze sie nie najedza a jeszcze bedzie sprzatania od cholery

np zupy nie wyobrazam sobie im dac zeby same jadly bo ja wylaly cala. Ale daje im lyzeczke (jedza normalnymi sztuccami, dawno plastiki odstawilam, widelczyki mam tez male takie metalowe, nie ostre) trzymam miseczke pod buzia i pomagam celowac a one takie szczesliwe ze same jedza ze zjadaja o wiele wiecej

same ale z moja pomoca

kanapke czy parowke to wiadomo ze w reke.
Wogole moje dzieci uwielbiaja owoce! wszystkie jedza jak leci. Ostatnio jagody, borowki, dzisiaj np dziadek maliny przyniosl to zrobilam im na sniadanie kaszke manne i wrzucilam te malinki i wsuwaly jak nie wiem. Julka juz pozniej kaszki nie chciala ale maliny jadla same. Na obiadek byl krupnik a na drugie danie makaron z truskawkami, tez palaszowaly jak nie wiem. Fajnie by bylo jakby dalo sie je tak utrzymac przy owocach i ustrzec od slodyczy
