ilka83
Zaciekawiona BB
no a teraz moja kolej:-):-):-)
a więc u mnie zaczęło się z piątku na sobotę(30.11 na 01.12)około 22godz.,gdy brałam kąpiel czułam, że pobolewa mnie prawa nerka,a później zaczęłam odczuwać silne skurcze, które stopniowo się nasilały i skracały się odstępy po między nimi,około godz.5 rano postanowiliśmy z mężem,że ruszamy do szpitala (mieliśmy do niego około 50km)no i, gdy dojechaliśmy ,gdy zostałam przebadana i podłączona do KTG moje skurcze i ruchy osłabły
, więc przewieziono mnie na zwykłą sale, a mój mężuś pojechał do pracy,a ja z nadzieja, że może to dziś urodzę przeleżałam cała sobotę w szpitalu, odliczając częstość skurczów i ruchów maleństwa, oraz dopingowałam mojej koleżance z pokoju, która była w pierwszej fazie porodu już od parunastu godz. mówiąc,jej, że też bym chciała mieć już to za sobą;-);-) no i gdy około 23:50 postanowiłam wreszcie zasnąć poczułam takie dziwne "pukniecie"w podbrzuszu i poczułam, że robi mi się mokro ;-) między nogami :-) więc zadzwoniłam po położną, która życzliwie przezywając mnie "grubaskiem" spytała się, co się stało?, a następnie przewiozła mnie na sale porodową i ,gdy mnie badała nagle chlusnęło:-):-):-) i usłyszałam tak odeszły wody
poród sie zaczął:-) !!!!! byłam bardzo podekscytowana myślą o tym, że teraz zaczynają się moje najpiekniejsze chwile w życiu!!!!:-):-):-) wiec szybciutko tel. do mężusia i do reszty rodzinki, którą postawiłam na równe nogi wiadomoscią ,że rodzę:-) no i mój poród trwał 7godz.i 20 minut i to był naprawdę cudowny czas dla mnie, mąż był przy mnie ,ja mało sie odzywałam skupiłam sie na sobie i porodzie, ale on mi bardzo pomógł swoją obecnością, ogólnie ja nie miałam silnych bóli ,to naprawdę jest do przeżycia;-) mnie bolały tylko kości miednicy, przeleżałam na prawym boku cały poród i tylko do badania kładłam się na wznak no i przespałam się ze 1,5 godz. trudno mi było tylko oddychać, gdy zaczęła się druga faza porodu i gdy miałam parcie(wtedy położna mi sie spytała- czuje pani takie parcie jak na "kupkę"? a ja jej na to,że tak a ona mi na to -to nie "kupka":-) to dziecko pcha się na świat:-):-):-),) miałam bardzo dobrą opiekę i wsparcie ze strony położnych i lekarza, pamiętam, że gdy byłam już bardzo zmęczona i sił nie miałam (ale dlatego że mi się spać chciało)mój kochany mąż powiedział, że już główek widać, wtedy poczułam jak mi siły z radości napływają:-):-):-) no i wtedy położne i lekarz, powiedzieli ,że teraz ładnie przemy i rodzimy!!!!;-) i tak 2x2 czyli dwa parcia i przerwa i jeszcze raz dwa parcia i JUSTYNKA PRZYSZŁA NA ŚWIAT:-):-):-):-) dnia 02.12(niedziela) godz. 6:50 waga 3540 i dł. 54cm:-):-):-)poczułam niezwykłe uczucie zostałam mamą:-) i nie zapomnę tej radości w oczach mojego męża, że o to cud urodziłam mu córeczkę:-).Więc poród bardzo dobrze wspominam(nie krzyczałam, jedyne co to pojękiwałam przy skurczach partych no i wymiotowałam, mój organizm się oczyszczał-przed porodem zjadłam 1kg mandarynek:-))no ale,żeby nie było niestety poczułam nacięcie krocza-cholernie zabolało
no i szycie oraz wyłyżeczkowanie,nie czułam tego,ale straciłam dużo krwi 500ml , przetoczono mi 2 jednostki w drugiej dobie po porodzie oraz dostałam 2 zastrzyki z żelaza.Miałam w szpitalu bardzo dobrą opiekę i moje maleństwo również, ale wszędzie dobrze... no wiecie, dziś nasza Justynka ma już 23 dni i jesteśmy nie wyspani, ale bardzo w niej zakochani!!!!:-):-):-) i tak to u mnie wyglądało;-) P.S miałam termin na 28 listopada.Pozdrawiam Ilka83
a więc u mnie zaczęło się z piątku na sobotę(30.11 na 01.12)około 22godz.,gdy brałam kąpiel czułam, że pobolewa mnie prawa nerka,a później zaczęłam odczuwać silne skurcze, które stopniowo się nasilały i skracały się odstępy po między nimi,około godz.5 rano postanowiliśmy z mężem,że ruszamy do szpitala (mieliśmy do niego około 50km)no i, gdy dojechaliśmy ,gdy zostałam przebadana i podłączona do KTG moje skurcze i ruchy osłabły
, więc przewieziono mnie na zwykłą sale, a mój mężuś pojechał do pracy,a ja z nadzieja, że może to dziś urodzę przeleżałam cała sobotę w szpitalu, odliczając częstość skurczów i ruchów maleństwa, oraz dopingowałam mojej koleżance z pokoju, która była w pierwszej fazie porodu już od parunastu godz. mówiąc,jej, że też bym chciała mieć już to za sobą;-);-) no i gdy około 23:50 postanowiłam wreszcie zasnąć poczułam takie dziwne "pukniecie"w podbrzuszu i poczułam, że robi mi się mokro ;-) między nogami :-) więc zadzwoniłam po położną, która życzliwie przezywając mnie "grubaskiem" spytała się, co się stało?, a następnie przewiozła mnie na sale porodową i ,gdy mnie badała nagle chlusnęło:-):-):-) i usłyszałam tak odeszły wody
poród sie zaczął:-) !!!!! byłam bardzo podekscytowana myślą o tym, że teraz zaczynają się moje najpiekniejsze chwile w życiu!!!!:-):-):-) wiec szybciutko tel. do mężusia i do reszty rodzinki, którą postawiłam na równe nogi wiadomoscią ,że rodzę:-) no i mój poród trwał 7godz.i 20 minut i to był naprawdę cudowny czas dla mnie, mąż był przy mnie ,ja mało sie odzywałam skupiłam sie na sobie i porodzie, ale on mi bardzo pomógł swoją obecnością, ogólnie ja nie miałam silnych bóli ,to naprawdę jest do przeżycia;-) mnie bolały tylko kości miednicy, przeleżałam na prawym boku cały poród i tylko do badania kładłam się na wznak no i przespałam się ze 1,5 godz. trudno mi było tylko oddychać, gdy zaczęła się druga faza porodu i gdy miałam parcie(wtedy położna mi sie spytała- czuje pani takie parcie jak na "kupkę"? a ja jej na to,że tak a ona mi na to -to nie "kupka":-) to dziecko pcha się na świat:-):-):-),) miałam bardzo dobrą opiekę i wsparcie ze strony położnych i lekarza, pamiętam, że gdy byłam już bardzo zmęczona i sił nie miałam (ale dlatego że mi się spać chciało)mój kochany mąż powiedział, że już główek widać, wtedy poczułam jak mi siły z radości napływają:-):-):-) no i wtedy położne i lekarz, powiedzieli ,że teraz ładnie przemy i rodzimy!!!!;-) i tak 2x2 czyli dwa parcia i przerwa i jeszcze raz dwa parcia i JUSTYNKA PRZYSZŁA NA ŚWIAT:-):-):-):-) dnia 02.12(niedziela) godz. 6:50 waga 3540 i dł. 54cm:-):-):-)poczułam niezwykłe uczucie zostałam mamą:-) i nie zapomnę tej radości w oczach mojego męża, że o to cud urodziłam mu córeczkę:-).Więc poród bardzo dobrze wspominam(nie krzyczałam, jedyne co to pojękiwałam przy skurczach partych no i wymiotowałam, mój organizm się oczyszczał-przed porodem zjadłam 1kg mandarynek:-))no ale,żeby nie było niestety poczułam nacięcie krocza-cholernie zabolało
no i szycie oraz wyłyżeczkowanie,nie czułam tego,ale straciłam dużo krwi 500ml , przetoczono mi 2 jednostki w drugiej dobie po porodzie oraz dostałam 2 zastrzyki z żelaza.Miałam w szpitalu bardzo dobrą opiekę i moje maleństwo również, ale wszędzie dobrze... no wiecie, dziś nasza Justynka ma już 23 dni i jesteśmy nie wyspani, ale bardzo w niej zakochani!!!!:-):-):-) i tak to u mnie wyglądało;-) P.S miałam termin na 28 listopada.Pozdrawiam Ilka83
gdzie bylam rozerwana.

(przy pierwszym porodzie miałam przebity pęcherz )mówię do męża leć po położną ,która stwierdza że właśnie odeszły mi wody i teraz nie ma odwrotu dzisiaj rodzimy
.Nie pamiętam ile było parć ale myśli miałam różne ze niedam rady ,żeby wyciągneli ze mnie to dzieckoi zże zachwile poprostu umrę jak ktoś mi niepomoże, za to też pamiętam że darłam się że chyba cały szpital mnie słyszał
i nie pozwoliłam mężowi wyjść z sali