Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

a ja spokojnie poszlam do wanny. Zadnych boli nie czulam doslownie nic, wiec pomyslalam ze mam jeszcze duuuzo czasu. Maz z przedpokoju krzyczy bym jz wychodzila. Ja sie smieje.... ze mamy duzo czasu. Mezus w coraz wiekszych nerwach wiec tylko sie wyplukalam z "grubsza" i pojechalismy odstawic pieska do moich rodzicow do domku. Do szpitala mielismy 30km wiec zanim dotarlismy bylo juz po 2.00 w nocy. Mnie nadal nic nie boli. w szpitalu mialam 4 cm rozwarcia i zero boli. Kazali mezowi jechac do domku i powiedzieli ze nad ranem moze zaczne rodzic w tedy po niego zadzwonia. HA! Zdazyl odjechac (po 3.00 w nocy) a mnie bole chwycily. Rodzilam w sumie od po 3.00 z minutami i o 5.20 urodzilam
w miedzyczasie zdazylam pokopac pania polozna.... i prosilam o cesarke. (u mnie w szpitalu rodzi sie tylko silami natury bez zadnych znieczulen , cesarki tylko w sytuacjach musowych-zagraz.zyciu) ...plakalam z bolu a bolalo okropnie... nie wytrzymalam i kazalam zawolac ekarza by natychmiast zrobil cesarke bo nie wytrzymywalam juz. Lekarz przyszedl, zasmial sie ze u nas nie ma cesarek a sa ciecia cesarskie tylko i ze widac juz ciemne wloski i glowka wychodzi mam sie nie wyglupiac ta cesarka. Nogi zacisnelam i "nie bede rodzic, chce cesarke" tylko to pamitam. W sumie od przyjscia doktorka cala sytuacja trwala max 2 min i Marcelek juz byl ze mna
:-Dokładnie, zapomniszMam nadzieję, że szybko zapomnę o tym bólu i strachu.
No pierwszy raz wyrzuciłam to z siebie, bo nikt ze mną nawet o tym nie rozmawianawet mąż. Chyba wie co musiałam tam przeżyć.:-(
Ale najważniejsze, że synuś jest zdrowy.![]()
najważniejsze że synuś zdrowy 
.....wiecie co jest najgorsze i czego sobie nie wybacze do konca zycia??:-
-
-( Po urodzeniu malego nie chcialam go wziasc golutkiego, bezbronnego na brzuszek. Polozna spytala sie czy chce a ja ze NIE :-( Po zwazeniu i oczyszczeniu malego dopiero mi go dali.... strasznie sie zle teraz z tym czuje! Plakalam duzo juz razy z tego powodu... w szpitalu strasznie cierpialam bo zabrali mi go i oddali dopiero po tygodniu :-(
na szczescie juz jestesmy w domciu i jestem PRZESZCZESLIWA! Kocham mojego synka!

potem do pokoju i sobie oboje z malym pospalismy
o 17 zebralismy sie wszyscy i pojechalismy do domu
w domu zmiana papmpersa , karmienie i spac i tak przespalismy od karmienia o 11 do 7 rano
bylo cudownie znowu bac w domu
pani Violetko,niech mi pani pomoże bo zaraz Wam tu wszystko okicham.........
ona sie spojrzała i dawaj......
zaczeła w migu rozkładać cały majdan,ubrała fartuch,postawiła jupitery jak na stadionie piłkarskim które miały chyba oświetlać drogę Marcelkowi
i krzyczy...rodzimy,rodzimy
no i zaczeliśmy przeć...
18.10 Marcelek wyskoczył.....
wrzaskunek piękny mamusi
ufffffffffff
jejku micha mi się cieszyła jak czytałam ten opis :-)Pobyt w szpitalu wspominam koszmarnie, sale rooming in-glupota. Mala przez pierwsza noc ksztusila sie wodami,, caly czas je wypluwala nie wiedzialam co robic, polozne niewiele mi pomagaly,mowily ze to normalne ze po prostu sie opila wodami i musi to wylac z siebie, na dzwonek przychodzily po 15 minutachnie spalam WOGULE w szpitalu bo caly czas czuwalam przy malej zeby znowu sie nie zaksztusila.

0 SZWÓWtakże od razu zaczęłam chodzić jak należy
hehe
to tak po krótce wyglądał poród![]()

W piątek było już ok, ale okazało się, ze mam skrzep. Mój gin akurat schodził z 48 godzinnego dyżuru, ale wrócił, żeby mnie zbadać. Zrobił usg, okazało się, że skrzep ma 9 cm... trzeba było zrobić łyżeczkowanie... Tutaj oje nerwy już puściły i nie byłam taka pokorna jak podczas porodu... Ae jakoś przeżyłam. W sobotę wypisałam się ze szpitala na własne żądanie.
potem trzy dni na sali z innymi mamami...mam było tez trzy i jak do każdej z nas przyszedł ktoś w odwiedziny to...![]()

. 2.11. o 5 rano dostałam skurczy. Takich słabiutkich, ale regularnych, co 10 minut. Zaobserwowałam też podbarwiony krwią śluz na majciochach. Zbadano mnie i kazano iść na porodówkę. Tym razem się nie cieszyłam, bałam się kolejnego rozczarowania.
. Łaziłam w te i na zad z 5 godzin, bolało coraz bardziej, skurczyki były gdzieś tak co 5 minut. O 17 mąż zaczął wypytywać położne o mnie. Był widać dość namolny, bo pozwolili nam się zobaczyć. Tyle z tego wyszło dobrego, że jak wtuliłam się w jego ramionka, to już iść nie chciałam, i stałam tak na korytarzu zwijając się z bólu do 19. Wyłam coraz głośniej, więc położna zgarnęła mnie z powrotem na salę porodową, zbadała rozwarcie
(okazało się, że było na 6 cm) i coś tam zaczęła smyrać w środku, co bolało tak mocno, że tyłek mi lewitował pół metra nad łóżkiem
.
jak wyszlam to moj zadzwonil do szpitala, bo skurcze juz mialam co 2-3 min. Wody tylko lekko mi sie saczyly, byly lekko zabarwione krwia. Polozna ze szpitala kazala mi wziasc ciepla kapiel i paracetamol i sprobowac zasnac. Wiec tak zrobilam i skurcze dalej bolaly tak samo, ale staly sie nieregularne, co 15, 7, 9 ,10 min.roznie i trwaly ok 30 sec. i tak przelezalam w lozku do ok 14. zaczelomnie mdlic. O 14 po 12 h od pekniecia wod pojechalam do szpitala na kontrole. Zbadali czestosc skurczy i prace serduszka mojego maluszka, i wszystko bylo ok, ale zostawili mnie na obserwacji bo krwawilam i mialam skrzepy. Zrobili mi usg i pobrali krew. Ok 16 pierwszy raz wymiotowalam. o 17 mnie zbadali wew. i mialam rozwarcie tlyko na 2 cm. :-( a skurcze bolaly jak cholera, znow byly regularne co 3 min. Polozna stwierdzila ze wygladam jak trup. Bylam wycienczona tymi bulami i wymiotami.
polozna mowi ze jak ja zawolalam to minely 2 min a ja juz urodzilam, bez znieczulenia, naciecia, nieczego, wszystko tak szybko trwalo ze niezdarzyli zadzwonic po tatusia ani na sale porodowa mnie przewiesc. Naszczescie nie bylam glosna, ani razu sie nie wydarlam wiec raczej nie pobudzilam nikogo. Polozna az nie mogla uwierzyc, juz jak wymiotowalam to bylam glosniejsza :-) 