Autorko, jak ja Cię rozumiem...
Mam dwoje dzieci, starsza córka ma 14 lat, młodszy syn 10.
Zawsze chciałam mieć troje dzieci, bo sama mam dwóch braci i taki układ zawsze mi się "podobał".
Niestety, syn jest niepełnosprawny, a to kategorycznie skreśliło możliwość kolejnej ciąży.
Od prawie 11 lat jestem uziemiona w domu, moje życie to tylko zawożenie do szkoły i przywożenie ze szkoły, depresja, myśli samobójcze, brak perspektyw na przyszłość.
Oboje z mężem od lat powtarzamy, że więcej dzieci mieć nie będziemy (a co chwilę słyszymy pytania "kiedy trzecie", mam ochotę wtedy zabić tego, kto pyta, bo jak można mieć chore genetycznie dziecko i chcieć kolejnego!).
I kiedyś się zdarzyło tak, że nie dostałam okresu między tabletkami.
Pierwszy raz taka sytuacja, więc dosłownie wpadłam w panikę, że to może być ciąża.
Od razu rozmowa z mężem i powiedziałam, że jeśli się okaże, że to ciąża, to następnego dnia jadę do Czech, na co mój mąż stwierdził, że jeśli by to była ciąża, to mam mu o tym nie mówić, bo on by się na aborcję nie zgodził

Zacięta dyskusja trwała kilka dni, mimo, że ciąży nie było. I do dziś przeżywam tamtą sytuację, bo chociaż oboje więcej dzieci mieć nie chcemy, oboje jesteśmy wykończeni opieką nad niepełnosprawnym synem, to w razie wpadki zostałabym sama ze swoją decyzją...
I to mnie tylko utwierdziło w przekonaniu, że nigdy przenigdy więcej dzieci. Bo dla męża "jakoś to będzie", ale to ja będę rozdarta między lekarzami, szpitalami, badaniami, wizytami, niewyspana, wykończona, kiedy mąż w tym czasie będzie w pracy...
Gdybyś chciała pogadać, pisz śmiało.
I trzymam za Ciebie bardzo mocno kciuki, żebyś podjęła decyzję najlepszą DLA CIEBIE!