Ja już wolę upał niż deszcz :-)
Miałam 3 dni urlopu, i mnóstwo rzeczy do zrobienia w domu, w piątek wyjazd do mojej mamy, w sobotę cały dzień na wysokich obrotach- robienie przetworów, zakupy, sprzątanie, wieczorem grill, kąpanie dziewczynek (Martuś i Madzia chcą się kąpać razem, i to zawsze moja działka). Padnięta chciałam iść spać, a tu kota nie ma. Gorąco jak diabli, więc drzwi na dwór cały dzień otwarte, kot sobie wychodził, ale i wracał, a w sobotę nie wrócił. nie znalazłam go, w niedzielę kolejne poszukiwania- zwierza brak. Wróciliśmy wieczorem do Warszawy, Martunia została bo teraz nie mamy przedszkola. A dziś rano zadzwonił brat, że kot się znalazł w komórce na drewno u sąsiada, lekko uszkodzony, ale nic strasznego- pewnie pies sąsiadów go capnął za tyłek. No i teraz nie wiem, co mam zrobić, bo moja mama nie lubi kotów, jeszcze jak my byliśmy i ja mu dawałam jeść, sprzątałam kuwetę, to jakoś go znosiła, tym bardziej, że kot nie jest uciążliwy, nie łazi po szafkach, stole, większość czasu spędzał rozłożony na podłodze w przedpokoju albo w łazience pod wanną (bo u mamy jest taka stara wanna na nóżkach)- ale teraz jak się będzie musiała nim zająć, to pewnie się będzie wkurzać, a z kolei jak pojedziemy po kota, to Martusia pewnie będzie płakać, że jej nie zabieramy. Wczoraj nie chciała zostać, w ogóle od początku jak jechaliśmy to mówiła, że nie chce zostawać, w nocy z soboty na niedzielę źle spała i zsikała się, wczoraj płakała i prosiła, żeby jej nie zostawiać, jakoś ją w końcu uspokoiłam i tłumaczyłam nie wiem który raz dlaczego zostaje, i zgodziła się, ale łatwo nie było. Pójdę dziś do sąsiadki, może się zgodzi zająć Martunią, to pojedziemy i zabierzemy ją i kota, ale jak się nie zgodzi to nie wiem, pomysłów na razie brak...