Melduję, że wróciłam :-) Pogoda była paskudna, prawie cały czas lało, więc zostaliśmy u mojej koleżanki. Dwa dni były w miarę OK, więc jednego pojechaliśmy do Ustronia (deszcz nas złapał, ale na szczęście nie padał długo), a drugiego do parku atrakcji w Rybniku- całkiem fajne miejsce, choć za tą cenę spodziewałam się większej ilości atrakcji... no ale Marta zadowolona, to najważniejsze. Jak wracaliśmy w piątek, zajechaliśmy do kopalni srebra w Tarnowskich Górach, i to całe zwiedzanie przez 1,5 tygodnia. Cała reszta w domu, nawet na podwórko nie bardzo było jak wyjść, bo padało i było zimno, więc żadna frajda. Na szczęście Marta i Paulinka, córcia koleżanki rok od Marty młodsza, fajnie się dogadywały i bawiły razem zadziwiająco zgodnie, nawet czasem bawiły się z młodszą Hanią (ma 1,5 roku). Ja z Sylwią wreszcie miałam okazję się nagadać- znamy się jeszcze z podstawówki i widywałyśmy się codziennie w szkole i kilka razy w tygodniu po szkole, jak wyjechała na studia do Opola to już rzadko bo przyjeżdżała do rodziców tylko na święta i wakacje, a ostatnio widziałyśmy się 6 lat temu, na ich ślubie, tak tylko telefon i czasem maile. Mężowie wymiękali wieczorami i szli spać, a my gadałyśmy, gadałyśmy, gadałyśmy...

Tak że mimo braku słońca wyjazd bardzo udany.