Hej dziewczyny.
Z tym łożyskiem przodującym i brzeżnie przodujące to są niezłe numery. Przyprawiajace wręcz o zawał. U mnie nic nie przepowiadało pobytu w szpitalu. Może było trochę nie komfortowo z chodzeniem ale nic szczególnego. To moja druga ciąża. Teraz mam 21 tydzień. Załączony tryb wegetatywny.
Trafiłam na IP po tym jak w toalecie zobaczyłam zawartość bielizny. Teraz się zastanawiam trochę z uśmiechem czy jechałam tam z podejrzeniem poronienia czy zawałem. Było tego tak dużo (chodzi o tą brunatną, włóknistą wydzieline)... Strasznie się bałam. Na szczęście tętno bez problemu, ruchy to samo, na usg w porządku z dzieckiem. Tylko to łożysko brzeżnie przodujace. No i moja nieszczęsna nadżerka która nigdy nie dawała o sobie znać. Teraz czekam co dalej. Leżę. Wegetuje. Przyjmuje leki (nospa i luteina). I strasznie się boję że to się powtórzy. Mnie zastanawia tylko jedno. Jak się dowiedziałam co się dzieje nie było opcji żeby mi tego lekarz nie wyjaśnij jak krowie na rowie. Nie mówiąc o tym że akcja szpital była w 30 sekund od znaleziska w majtkach. Dopiero po opanowaniu sytuacji konsultacja telefoniczna z prowadzącym lekarzem i czytanie internetu i weryfikacja otrzymanych informacji których notabene dostałam naprawdę dużo. A tu i na innych forach czytam i uwierzcie że oczom nie wierzę, że dziewczyny mają takie lub podobne znaleziska i czekają z tym. Czekaja na odp internetowe nie wiadomo ile czasu. Albo na koleją wizytę lekarską. Ja miałam czym pojechać na IP, ktoś powie że nie ma takiej możliwości. Wtedy dzwońcie na pogotowie i mówcie wszystko co się dzieje. Dyspozytor napewno pomoże, jak nie medyczną poradą co robić w danej chwili to możliwe że wyśle karetkę jeśli krwawienie jest silne lub żywo czerwone.
Macie jakieś rady jak wytrzymać to leżenie? Dodam że mam 4 latka w domu. Damy radę co? Wszystkim wam życzę zdrówka dziewczyny. Buziaki