moja dobra znajoma kiedyś powiedziała mi pewne mądre słowa, że nienawiść trzyma ludzi mocniej niż miłość ... coś w tym jest i myślę, że między nimi jest po prostu naprawdę dużo złości na siebie nawzajem i o ile mój M stara się od tego separować i żyć swoim życiem, o tyle ona byłaby chyba najszczęśliwsza gdyby M nie ułożył sobie życia tylko się stoczył, kiedyś przyznała się sama (znajomemu, ale sytuacja taka że szkoda opisywać) że pomiatała nim i wykorzystywała go ... szkoda tylko dziecka w tym wszystkim, bo ona nie zdaje sobie sprawy ile Starszemu robi krzywdy swoim zachowaniem, ale wg niej tatuś to jest tylko od płacenia alimentów a nie od wtrącania się, za każdym razem jest gadka typu - ty się nie interesuj, to ja jestem mamą. Ostatnio nawet jej znajoma się wypaplała mężowi byłemu (wszyscy czworo byli kiedyś znajomymi dobrymi, takie dwa małżeństwa zaprzyjaźnione) że chce M odebrać prawa bo będzie miała męża w policji i on to załatwi ... przykre :-(
och ci nasi mężowie, zawsze im się wydaje że przesadzamy, wydziwiamy itd. ... albo w sumie nie, im się wydaje że nam pomogą tym swoim gadaniem że przecież nie mamy powodu do przesady czy wydziwiania ;-) ale wiesz co, ty się wpędź w ciąże urojoną to będziesz miała pełen zachwyt ;-) oczywiście tylko żartuję, bo potem z pewnością nie byłoby to fajne przeżycie ....