Wróciłam.....i cóż...po raz kolejny życie postawiło mnie do pionu....wizyta przebiegała w komfortowych warunkach....mój lekarz na prawdę jest najlepszy - nie dość, że potrafi słuchać, to jeszcze wszystko dokładnie ze szczegółami tłumaczy....tylko, że treść przekazana była nie taka jaką usłyszeć chciałam.......i wszystko znów runęło.........ile jeszcze? jak długo mam dźwigać ten "krzyż"???
Dziewczynki, właściwie weszłam tylko powiedzieć WAM, że przez jakiś czas mnie nie będzie.....muszę wszystko pozbierać sobie do "kupy", nabrać dystansu, przemyśleć, odetchnąć....nie to, żebym miała WAS dosyć, bo jesteście Kochane! Ale po dzisiejszej wizycie po raz kolejny mój światek się lekko zawalił, a skrzydła nie potrafią mnie wznieść.....nie będę pisała o szczegółach (wtajemniczone wiedzą), ale jest mi źle...choć nie mam siły płakać....chce mi sie wrzeszczeć, a najchętniej to rzuciłabym to wszystko w "............" i uciekła na koniec świata....wiem, że to żadne wyjście, ale tak na chwilę obecną czuję....wiem, że jutro znów muszę wstać i mieć siłę.......by walczyć......i tak zapewne będzie.....
Zresztą wiecie jaka jestem - ile razy upadnę tyle razy wstanę.....ja dam sobie radę,
ale dziś nie chce mi się nic....
Serdecznie WAS pozdrawiam.....i do kolejnego pisania >>>
Anetko mój Ty Duszku***, Danusiu, Martuś, dziękuję za & i wiarę........będę tęsknić kochane, ale wrócę......jak tylko wsio sobie poukładam....
Pa...