reklama

Odskocznia;))))

halo halo!
jest tu kto?

Ewelinko....
zawsze to ty mnie stawiałaś do pionu
to ty mi tłumaczyłaś zawiłości tego świata i ludzkiej egzystencji...
wiec chyba pora, bym, choć w niewielkim stopniu, odwdzięczyła się podobnym....
Kochana....
świat jest pełen niespodzianek i cudów...
ważne jest, by nie tracić nadziei, a wraz z nią sił do walki o nowe jutro...
Wiem... łatwo mi mówić... ale uwierz mi, będzie dobrze...
A jeśli nie będzie wam dane mieć rodzonego dziecka...
Tyle maluszków czeka na to, by ktoś je pokochał, przytulił...

trzeba walczyć...
zawsze tak mi powtarzałaś...
wiec teraz ja mówię Tobie
WALCZ!!!
Bo ja walki nauczyłam się od ciebie...
A jeśli będziesz kiedykolwiek, gdziekolwiek potrzebowała pomocy, wsparcia, ramienia do wypłakania się albo kopnięcia w żupcię na rozpęd....
pamiętaj, że masz mnie....
 
Ostatnia edycja:
reklama
cześć

Ewelinko sama nie wiem co ci napisać, bo wiem, ze czasem żadne słowa nie są w stanie człowieka pocieszyć
bo każdy przeżywa takie sytuacje na swój sposób. Ja jeszcze niedawno po zabiegu walczyłam każdego dnia
o to, żeby dowiedzieć się co było ze mną nie tak że nie potrafiłam donosić drugiego dziecka, walka zaczęła się
stawać moją obsesją i w pewnym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że zamiast żyć, normalnie żyć, cieszyć
się kochającym mężem, wspierającą mnie rodziną i każdym kolejnym dniem, który jest cudem zadręczałam siebie
i co raz mniej wierzyłam, że marzenie o dużej rodzinie się ziści. Nie byłam szczęśliwa, ludzie mi bliscy obok też nie bo zatracali się w tym wszystkim ze mną więc musiałam coś zmienić. Postanowiłam po prostu odpuścić, nie poddać się i chociaż wiem, że może inni uznają ten mój krok za tchórzostwo, ja wiem, że na reszcie żyję dla siebie, dla męża dla kochającej mnie rodziny i to jest ważne, a reszta jak będzie miała przyjść, jak Bóg da przyjmę z pokorą. Już teraz mogę powiedzieć, że jestem silniejsza i mądrzejsza o kolejne doświadczenie i wszystko przetrwam, a co będzie sam pan Bóg wie, a ty myszko nie poddawaj się, czasem powstanie nowego życia nie zależy od nas, nie zależy od naszych parametrów laboratoryjnych, bo istnieją cuda o których nam się nawet nie śni i chociaż czasem mamy takiego doła, ze chcemy wszystko rzucić w cholerę i uciec nie możemy się poddać!!! Walcz powiedziała nadzieja!!!

A tak z innej beczki kobiety, zaliczyłam pierwszy egzamin na 4 Dziś miałam kolejny egzamin tym razem z anestezji, jutro wyniki, jak zdam to czeka mnie tylko już obrona mgr i finisz

wskoczę później bo znów jestem po nocy i muszę troszkę się zdrzemnąć







 
halo halo!
jest tu kto?

Ewelinko....
zawsze to ty mnie stawiałaś do pionu
to ty mi tłumaczyłaś zawiłości tego świata i ludzkiej egzystencji...
wiec chyba pora, bym, choć w niewielkim stopniu, odwdzięczyła się podobnym....
Kochana....
świat jest pełen niespodzianek i cudów...
ważne jest, by nie tracić nadziei, a wraz z nią sił do walki o nowe jutro...
Wiem... łatwo mi mówić... ale uwierz mi, będzie dobrze...
A jeśli nie będzie wam dane mieć rodzonego dziecka...
Tyle maluszków czeka na to, by ktoś je pokochał, przytulił...

trzeba walczyć...
zawsze tak mi powtarzałaś...
wiec teraz ja mówię Tobie
WALCZ!!!
Bo ja walki nauczyłam się od ciebie...
A jeśli będziesz kiedykolwiek, gdziekolwiek potrzebowała pomocy, wsparcia, ramienia do wypłakania się albo kopnięcia w żupcię na rozpęd....
pamiętaj, że masz mnie....

To się pięknie poryczałam.........
Dziękuję Wiola, nie przypuszczałam, że mogę kogokolwiek nauczyć, zwłaszcza walki, jest mi tym bardziej miło, że moje "wypociny" komuś pomogły...

Ja nie tracę nadziei i wiary, zawsze ją miałam....po prostu każda wizyta, każde decyzje utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie jest dobrze...ale obiecuję, że to tzw. "chwilówka"...

Dziękuję***
 
:blink: ja chyba nie umiem pocieszać ostatnio kiepsko mi to idzie bo w głębi serca to chyba i mnie by ktoś musiał pocieszyć... chyba lepiej będzie jak popłaczę z Tobą...

Dziękuję za miłe słowo...każda z Nas chyba tutaj, tak na prawdę potrzebuje wsparcia i pocieszenia...po to tu jesteśmy...:tak:

cześć

Ewelinko sama nie wiem co ci napisać, bo wiem, ze czasem żadne słowa nie są w stanie człowieka pocieszyć
bo każdy przeżywa takie sytuacje na swój sposób. Ja jeszcze niedawno po zabiegu walczyłam każdego dnia
o to, żeby dowiedzieć się co było ze mną nie tak że nie potrafiłam donosić drugiego dziecka, walka zaczęła się
stawać moją obsesją i w pewnym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że zamiast żyć, normalnie żyć, cieszyć
się kochającym mężem, wspierającą mnie rodziną i każdym kolejnym dniem, który jest cudem zadręczałam siebie
i co raz mniej wierzyłam, że marzenie o dużej rodzinie się ziści. Nie byłam szczęśliwa, ludzie mi bliscy obok też nie bo zatracali się w tym wszystkim ze mną więc musiałam coś zmienić. Postanowiłam po prostu odpuścić, nie poddać się i chociaż wiem, że może inni uznają ten mój krok za tchórzostwo, ja wiem, że na reszcie żyję dla siebie, dla męża dla kochającej mnie rodziny i to jest ważne, a reszta jak będzie miała przyjść, jak Bóg da przyjmę z pokorą. Już teraz mogę powiedzieć, że jestem silniejsza i mądrzejsza o kolejne doświadczenie i wszystko przetrwam, a co będzie sam pan Bóg wie, a ty myszko nie poddawaj się, czasem powstanie nowego życia nie zależy od nas, nie zależy od naszych parametrów laboratoryjnych, bo istnieją cuda o których nam się nawet nie śni i chociaż czasem mamy takiego doła, ze chcemy wszystko rzucić w cholerę i uciec nie możemy się poddać!!! Walcz powiedziała nadzieja!!!

A tak z innej beczki kobiety, zaliczyłam pierwszy egzamin na 4 Dziś miałam kolejny egzamin tym razem z anestezji, jutro wyniki, jak zdam to czeka mnie tylko już obrona mgr i finisz

wskoczę później bo znów jestem po nocy i muszę troszkę się zdrzemnąć

Dziękuję Kochana :***
Tylko wiesz, u Nas jest tak, że My nie mamy presji, czy "już teraz"...my dawno temu odpuściliśmy, bo wiedzieliśmy, że życie z kalendarzem w ręku i z miesiąca na miesiąc doprowadzi nas do obsesji. My walczymy od 2006r. (w tym 3 sukcesy zakończone tragedią)...zdążyliśmy nauczyć się z tym żyć...dziękować Bogu za każdy dzień...za każdy dzień razem....
Na mnie działają tak wizyty i decyzje, które musimy podjąć, a nie jest to łatwe...tym bardziej głupieję, bo żołnierze P robią sobie z nas jaja...:zawstydzona/y: co doprowadza do tego, że mam mieszane uczucia i mętlik w głowie. Nie chcę myśleć co będzie jutro, miesiąc, czy rok...biorę co dzień da...ja tylko chcę, by to wszystko, ten cały koszmar już się skończył...

Dziękuję dziewczyny za wsparcie :***
 
Ewelinka wierzę, ze już niedługo i ty będziesz cieszyła się 2 kreskami, wiem ze ta droga do osiągnięcia naszego celu nie jest prosta i kurde wścieka mnie to bo cały czas pod górę, ale kurde musi się coś do chol.... kiedyś zmienić
 
Ewelinka wierzę, ze już niedługo i ty będziesz cieszyła się 2 kreskami, wiem ze ta droga do osiągnięcia naszego celu nie jest prosta i kurde wścieka mnie to bo cały czas pod górę, ale kurde musi się coś do chol.... kiedyś zmienić

Zmieni się...zmieni...może jeszcze to nie Nasz czas?! Może póki co Najwyższy ma na Nas inny plan?! Nie wiem...takie myślenie mi pomaga...zobaczymy jak to wszystko dalej sie potoczy, jedynie co nam pozostało to nadzieja, wiara i walka...niby nic, a to tak cholernie trudne...
W końcu musi byc dobrze***
 
oj ja też sobie tłumaczę, ze to chyba faktycznie nie był ten czas
ale grunt żeby się kiedyś to zmieniło, bo kurde przeraża mnie życie w dwójkę, bo zawsze marzyłam o potomstwie

a tak w ogóle to dziś zrobiłam bunt na pokładzie i zamówiłam pizze, bo kurde coś mi się od życia należy nie :)
grunt żeby za bardzo się nie odłożyło :)
 
Witam Kobitki....
Widzę, że tu znów zapanował spokój...nie do poznania...
Życzę miłego dnia :***

Dziś czuję się znacznie lepiej psychicznie, oczywiście po wizycie mojego przyjaciela księdza, który jest niezastąpiony w chwilach zwątpienia...nie wiem, czy dałabym radę bez niego...
 
reklama
oj ja też sobie tłumaczę, ze to chyba faktycznie nie był ten czas
ale grunt żeby się kiedyś to zmieniło, bo kurde przeraża mnie życie w dwójkę, bo zawsze marzyłam o potomstwie

a tak w ogóle to dziś zrobiłam bunt na pokładzie i zamówiłam pizze, bo kurde coś mi się od życia należy nie :)
grunt żeby za bardzo się nie odłożyło :)

Również nie wyobrażam sobie życie we dwójkę (+ piesek :-D), nie po to dom stawialiśmy, żeby sami w nim się ganiać. Nie wyobrażam sobie pustego domu....niepełnej rodziny...ech...UDA NAM SIĘ ILONKO!!!!!!!!

A pewnie, że się należy, zwłaszcza pizza :-D:-D:-D:-D:-D Powiem Ci, że ja wczoraj zjadłam pół opakowania ptasiego mleczka i zapewne jeszcze bym żarła, gdyby nie fakt, że mnie zemdliło :zawstydzona/y: :-D:-D:-D Raz nie zawsze ;-)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry