Kakaw no to niezle zamieszanie tam macie.
A my mamy maly przedszkolny dylemat i stad mam prosbe do was dziewczeta (a szczegolnie do ciebie Baska bo ty sie chyba troszke psychologa dziecieca zajmujesz) zebyscie napisaly co myslicie. A sprawa wyglada tak: na chwile obecna Julek chodzi dwa razy na dwie godziny do szwajcarskojezycznej (mam tu na mysli dialekt niemieckiego, ktorego tu uzywaja) grupy zabaw i raz do francuskojezycznej. Ta francuskojezczna jest bardzo dobra i sporo sie tam nauczyl tzn. bardzo rozgadal. W zwiazku z tym, ze ma juz 3 lata i w domu wydaje mi sie ze sie z lekka czasem nudzi chcielibysm go poslac albo do przedszkola albo do grupy zabaw dla starszych dzieci. Chdzi u takze o to by nauczyl sie lkalnego jezyka bo na placu zabaw widze ze jest mu ciezko jak nie rozumie dzieci. Obejrzelismy wiec przedszkole z meza pracy - i jest naprawde fajne tyle ze dosc kosztowne bo wymog jest 5 polowek tzn codziennie od 9 do 14 jako minimum. grupy sa 7 - 10 osobowe, 3 panie na grupe, kazda grupa ma swoje pietro a tam pokoj do zabawy, spania, jedzenia, kcik do czytania, lazienka. Minus to niewielki plac zabaw ale parkow jest sporo dookola wiec to nie problem . Przedszkole jest w lokalnym dialekcie wiec za dwa lata napewno by go zlapal i nauczyl porzadnie. Za dwa lata poszedlby do zerowki a tam juz jest ponoc 40% niemieckiego, 60% dialektu bo edukacja potem jest po niemiecku. No i problem polega na tym czy warto inwestowac w nauke dodatkowego jezyka ktory jest jezykiem plac zabwa, kontaktow z dziecmi i golnie wszedzie uzywanym w mowie. Czy probowac znalezc juz cos po niemiecku ( a o nielatwe zadanie) tak zeby jak pojdzie do szkoly to juz ten niemiecki znal. Bedzie mu lzej w nauce ale z drugiej strony mniej przyjemnie bo dzieci beda mowic jednak w dialekcie. w sumie moglby sie nauczyc takze w zerowce ale wtedy bedzie barczony dwoma jezykami a to chyba z duzo jak na raz i bedzie mial metlik. Tak wiec zdecydowanie nalezaloby zaczac juz teraz tylko nie wiem czy od rau tak na powazna skale 5 dni w tygodniu vzy lepiej kontynuowac schemat wczesniejszy czyli 2-3 raz szwajcarskojezyczna grupa zabaw a raz francuskojezyczna. Problem polega na tym ze w tym wypadku za kazdym razem sa inne dzieci, inna pani i zawsze to tylko 3 godzinki ( raz moze potencjalnie 5). No i n ie wiem czy dla takiego malego dziecka taki metlik jest zdrowy i czy ma sens. Pewnie by sie przystosowal ale jakim kosztem i czy aby napewno cos z tego calego zamieszania dobrego wyszlo ( no bo w diomu nadal bedzie slyszal 3 jezyki :-()
Do jutra musiy sie zdecydowac i zlozyc papiery albo w przedszkolu albo w grupie zabaw i szczeze mowiac im dluzej sie zastanawiam tym wiekszy metlik ma w glowie.
Finansowy aspekt to inna sprawa ale wlimy skubnac z oszczednosi chyba a zapewnic cos co bedzie mialo pozytywny wplyw na dzieciaki.
Mm nadzieje, ze za mocno nie naplatalam i caly dylemat jest zrozumialy ;-)