Witam dziewczęta korzystając z okazji napiszę Wam moją opowiesc

Wszytsko zaczeło się w piatek 7.11. Rano pojechałam do spzitala, lekarka zrobiła mi masaz szyjki po ktorym od razu nastapily skurcze. Jednak byly do zniesienia wiec pojechałam do domu. Tak wytrwałam do 17-stej. Skurcze co 5 minut..AAA. W szpitalu lekarz po badaniu stwreidzl, ze rozwarcie na dwa palce- zostajemy pani Kingo. Od razu na salę porodową (wypasiona bo nowa

) DOstałam cos w pupsko na rozluznienie szyjki, lewatiwę (sama chciałam) i kroplowke w reke z oXy. I heja na piłkę. Cały czas była ze mna moja mama, która rowniez pracuje w tym szpitalu. W zwiazku z tym Napewno troszke inaczej mnie traktowano. No wiec do sali porodwej weszłam o godzinie 18-stej. Przed 20-sta myslałam ze umre z bolu. I to serio! Bolało cholernie. W miedzy czasie połozna jeszcze raz zrobiła mi masaz szyjki - zeby bylo szybciej. Tu kolejny bol

Po 20-stej p[rzyszedł lekarz i poscił mi wody. Potem akcja potoczyła sie szybko przed 21 skurcze parte. Mały dosyć długo siedział mi w kanale wiec krzyczałam ze prosze mnie ciac wzdluz i wszez bo nie zniose. Teraz to sie smieje z tego jakie glupoty gadałam

no i o 21.10 wyskoczył wreszcie!! Dodam ze mnie nacinali- sladu juz nie ma

Szwy zdjete

Wyskoczyl Szymek krzyknal raz i cisza. Zmaralismy wszyscy, na szczescie pielgnierki od noworodkow szybko zadziałały i go ocuciły. Ale masakra co ja przezyłam!!! Zaczelam krzyczec ze co sie dzieje nikt mi nie chcial nic powiedziec. Ale tak jak mowie NA SZCZESCIE znowu zaczal krzyczec. Potem to juz standart lozysko szycie i lezenie dwie godzinki na sali. Godzine po porodzie maz przyjechal i sie dziwil ze ja tak ladnie wygladam hehe bo faktycznie mialam pelno sily, wigoru i wogole rozpierała mnie energia

No a dzisiaj juz jestesmy w domku, nasz pobyt sie przedluzyl ze wzgledu na zoltaczke małego.
Moze moja histroia brzmi tragicznie i bolesnie ale naprawde warto bylo

Zapomina sie zupelnie o tym bolu i cierpieniu. Widok małego zaciera złe wspomnienia z porodu
