reklama

Opowieści porodowe :)

reklama
zazdroszczę Wam dziewczyny- ze jesteście juz po wszystkim i macie swoje Maleństwa przy sobie.
Ja wciąż czekam i mam mega stracha........
Termin z usg mam na 19 , a z miesiaczki wychodzi 24 ehhhhhhhh
 
Witam dziewczęta korzystając z okazji napiszę Wam moją opowiesc:)
Wszytsko zaczeło się w piatek 7.11. Rano pojechałam do spzitala, lekarka zrobiła mi masaz szyjki po ktorym od razu nastapily skurcze. Jednak byly do zniesienia wiec pojechałam do domu. Tak wytrwałam do 17-stej. Skurcze co 5 minut..AAA. W szpitalu lekarz po badaniu stwreidzl, ze rozwarcie na dwa palce- zostajemy pani Kingo. Od razu na salę porodową (wypasiona bo nowa :P) DOstałam cos w pupsko na rozluznienie szyjki, lewatiwę (sama chciałam) i kroplowke w reke z oXy. I heja na piłkę. Cały czas była ze mna moja mama, która rowniez pracuje w tym szpitalu. W zwiazku z tym Napewno troszke inaczej mnie traktowano. No wiec do sali porodwej weszłam o godzinie 18-stej. Przed 20-sta myslałam ze umre z bolu. I to serio! Bolało cholernie. W miedzy czasie połozna jeszcze raz zrobiła mi masaz szyjki - zeby bylo szybciej. Tu kolejny bol :( Po 20-stej p[rzyszedł lekarz i poscił mi wody. Potem akcja potoczyła sie szybko przed 21 skurcze parte. Mały dosyć długo siedział mi w kanale wiec krzyczałam ze prosze mnie ciac wzdluz i wszez bo nie zniose. Teraz to sie smieje z tego jakie glupoty gadałam :) no i o 21.10 wyskoczył wreszcie!! Dodam ze mnie nacinali- sladu juz nie ma:) Szwy zdjete:) Wyskoczyl Szymek krzyknal raz i cisza. Zmaralismy wszyscy, na szczescie pielgnierki od noworodkow szybko zadziałały i go ocuciły. Ale masakra co ja przezyłam!!! Zaczelam krzyczec ze co sie dzieje nikt mi nie chcial nic powiedziec. Ale tak jak mowie NA SZCZESCIE znowu zaczal krzyczec. Potem to juz standart lozysko szycie i lezenie dwie godzinki na sali. Godzine po porodzie maz przyjechal i sie dziwil ze ja tak ladnie wygladam hehe bo faktycznie mialam pelno sily, wigoru i wogole rozpierała mnie energia:)
No a dzisiaj juz jestesmy w domku, nasz pobyt sie przedluzyl ze wzgledu na zoltaczke małego.
Moze moja histroia brzmi tragicznie i bolesnie ale naprawde warto bylo :) Zapomina sie zupelnie o tym bolu i cierpieniu. Widok małego zaciera złe wspomnienia z porodu:)
 
Kingolinka- super opowieść!!!

Ja opisze moja w skrócie , we wtorek wieczorem pojechaliśmy do szpitala bo strasznie mnie wymiotowało i bolał mnie brzuch, w szpitalu mnie zbadali i zostawili na noc oczywiście ktg pokazało 0 skurczy, rano wstałam strasznie głodna i wszystko mi przeszło już myślałam że pojadę do domu, a tu po badaniu o godzinie 11tej okazało się że mam już 4cm rozwarcia:szok: ja w szoku bo zero bólu , poszłam odrazu na porodówkę , tam oczywiście szybkie przygotowania lewatywa i długi prysznic , bo i tak czekałam na męża , o 12 tej przebili mi wody , maż przyjechał a tu już ponad 5cm zaczęły się lekkie bóle a moja położna już wola anestezjologa, ja się bałam że za wcześnie , ale powiedziała że to będzie szybki poród:szok::cool2: po znieczuleniu zoo leżałam sobie i nabierałam siły po godzinie przyszła położna, sprawdza jakie rozwarcie i mówi do mnie jest już 10 cm rodzimy ja w :szok::szok: ja do Niej co tak szybko przecież ja nic nie czuje jak mam rodzic , na to Ona poradzimy sobie !!! niestety zostałam cięta :-(:-(
i tak parę skurczów partych których wogóle nie czułam przyszedł na świat Maksiu,o godzinie 14:35 położyli mi go na brzuchu i tak błogo sobie leżeliśmy :-):-), szycia nie czułam ;-) w pokoju do porodów rodzinnych spędziliśmy jeszcze dwie godziny w trójkę , szczęśliwi i zdziwieni że tak szybko poszło, w szpitalu byłam 3 doby, tak strasznie nie mogłam się doczekać aż Nadusia pozna swojego braciszka i w końcu go poznała:-):-)
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry