Wzruszajace wasze historie

Chcialabym jeszcze kiedys urodzic sn...
Sobota
U mnie zaczelo sie w sobote wieczorem lekkim bolem brzucha, o 2 w nocy obudzilam sie z bolu i do 4 mialam niereguralne skurcze, pomiedzy 4 a 6 co 10 min, a po 6 rano co 5 min. Skurcze coraz bardziej bolesne, wiec obudzilam meza i zadzwonilam do szpitala zapytac czy moge przyjechac zeby sprawdzili co sie dzieje z szyjka.
Niedziela
Pojechalismy, rozwarcie na 1 cm

polozna zrobila mi masaz szyjki i wrocilismy do domciu. Po powrocie zaczal odchodzic mi czop a bole stawaly sie coraz silniejsze. Zaczelam uzywac TENS (takie "szoki" elektryczne) no i pomoglo do ok 17... skurcze wtedy byly co 3,4, 5 min niestety... wczesniej mi powiedzieli ze przyjma mnie jesli beda co 3 min albo rozwarcie 4 cm.
Ale jako ze z bolu ciezko mi bylo wytrzymac pojechalismy znowu sprawdzic co i jak.... rozwarcie 2cm, myslalam ze zaczne ryczec... Ale polozna powiedziala ze moja szyjka jest cienka jak papier i ze raczej sie wszystko ruszy szybko wiec jak chce moge posiesiedz w basenie/wannie a po 4 godzinach sprawdza co i jak. Wysiedzialam sie w wodzie 3 godzinki a ostatnia polazilam po odziale z TENSem. Rozwarcie nadal 2cm a skurcze niereguralne. I znowu mialam szczescie do poloznej z nocnej zmiany bo powiedziala ze jak chce moge zostac na noc

stwierdzila ze skurcze mam bardzo silne jak na taka czestotliwosc i rozwarcie. Wiedzialam ze nie bede spac z bolu i zaczelam sie zastanawiac jak sobie poradze z porodem na nastepny dzien po 2 nieprzespanych nocach, jak juz wtedy padalam na twarz ze zmeczenia. dali mi zastrzyk przeciwbolowy i pzespalam sie 3 godzinki.
Poniedzialek
6 rano - rozwarcie 4cm. Hurrraaa! Polozna przebila mi wody i kazala dzwonic po meza i szwagierke bo "moze szybko pojsc". Nie poszlo.... O 13 sytuacja byla taka sama, 4cm i bardzo silne skurcze ale co 3, 4, 5 min...
Od rana uzywalam gazu na bol i mi pomogl bardzo - mysle ze gdyby tylko wszystko sie posuwalo jak trzeba to na gazie dotrwalabym do konca.
O 13 lekarka zadecydowala ze dostane kroplowke oxy, najpierw 1, a jak nie pomoze to druga z podwojna dawka... wiedzialam juz wtedy ze zapowiada sie duzsze lezenie i poprosilam o znieczulenie zewnatrzoponowe. Bolu nie czulam po nim w ogole ale skurcze tak. Przeniesiono mnie na inny oddzial, na tym pierwszym byly tylko polozne, ten drugi to taki lekarski. Popodlaczali mnie tam do ktg, kroplowek, ponoc bylam odwoniona - choc wode pilam caly czas. I leze. Bardzo szybko okazalo sie ze serducho malej nie bije jak nalezy. I wtedy zaczal sie dla mnie najbardziej stresujacy etap porodu. Wiedzialm ze nie jest ciekawie, bo oprocz mojej poloznej caly czas przychodzila wydruki sprawdzac oddzialowa, lekarz, generalnie mialam w pokoju srednio 3 osoby. Z drugiej strony nie bylo "bardzo zle" tzn nie spadalo ponizej 90 na dluzej - tylko bardzo skakalo od 80 do 180 albo utrzymywalo sie na tym samym poziomie np 150 (co tez nie jest dobre). Przez godziny patrzylam na te wykresy i martwilam sie ze mala sobie nie poradzi. Pobierali jej 3 razy krew z glowki, zeby sprawdzic poziom tlenu i niby bylo ok.... wiec czekali.... Slyszalam tylko jak polozne mowily miedzy soba ze lekarz bedzie musial w najblizszym czasie podjac jakas decyzje bo nie moge mnie tak dlugo trzymac.... a lekarka nic

O 17 szyjka miala 6cm rozwarcia (to juz po kroplowkach) i nadal czekam... Dostalam dosyc wysokiej temperatury i kroplowke na jej zniesienie, bicie serduszka jeszcze gorsze...
W koncu ok 20 przyszedl inny lekarz z nocnej zmiany. przestudiowal wszystko, sprawdzil szyjke (nadal 6cm). I powiedzial ze jego zdaniem nie ma na co czekac, ze w "normalnym" porodzie szyjka rozszerza sie 0,5 cm na godzine i ze raczej wiele sie nie zmieni plus mala nie radzi sobie za dobrze. Musial tam gdzies to jeszcze skonsultowac, ale jak wrocil to powiedzial ze szykujemy sie na cc. kamien mi spadl z serca...
Dostalam jakies mocniejsze leki do znieczulenia, po ktorych mialam akie drgawki ze cala operacje doslownie skakalam na stole. Po 20 od wjazdu na sale uslyszalam ze anestezjolog mowi ze wasze dziecko wlasnie sie urodzilo i placz Aneczki i znowu uczucie ulgi... Dostala 10 pkt, polozna ja szybko zwazyla i zmierzyla a potem zawowala meza zeby jej pieluche zalozyl (do tego momentu zsikala sie juz 2 razy i kupka tez byla). Potwm polozyli mi ja pod koszula nocna i pojechalysmy na oddzial
