W moim otoczeniu coprawda coraz wiecej meżatek..dzieciatek..i staje się to już normalne.., ale był okres-jakieś rok wstecz-ze tez kazdy myślał..jej..tylko pracują..studiują..i już po ślubie..co to za zycie..kiedy oni sie wyszaleli. Dziwne rozumienie świata- przeciez to, ze nie zmieniam partnerów jak rekawiczki, nie chodzę co tydz na dyskoteki(wolimy inną formę zabawy, relaksu, odpoczynku), ze nie wracamy po hektolitrach napojów wyskokowcyh, ze rano do pracu nie idziemy na kacyku-to czy to oznacza, ze sie nie wyszaleliśmy-czy top oznacza, ze nie jestesmy szcześliwi???(buahahaha), bądz, czy nienormalni wręcz?? Już posałam gdzies-nie ma recepty na szczescie, a wiec i sposobu na udane życie-szczególnie, ze szczescie jest pojęciem względnym.