Patka niestety tak było, do dnia dzisiejszego mam przed oczami to łóżko na pokoju, które dosłownie pływało od krwi, skrzepy wielkości męskiej ręki.... masakra. Nie życzę nikomu takiego widoku. Mimo, ze i ja i mój mąż prosiliśmy o przeniesienie mnie albo do zabiegowego, albo na inną salę, jeśli nie chcą przewieź mnie na porodówkę. Niestety nic. Ja po prostu krępowałam się przed tymi kobietami. Tym bardziej, ze była to godzina ok 16 więc do tych pacjentek przychodziła rodzina w odwiedziny.... nikt nie potrafił a raczej nie chciał nic zrobić, abym i ja i te pacjentki poczulibyśmy się lepiej. Dzięki Bogu trafiłam na w porządku kobiety i one same wyszły z pokoju. Nie chciały tego oglądać. Jedna pani i tak prosiła wieczorem tabletkę na uspokojenie, bo się tak bardzo zdenerwowała tym faktem. Trudno mi jest postawić się w sytuację tych kobiet, ale pewnie też bym wyszła i mało tego sama zrobiłabym hałas albo wezwała dyrektora szpitala. Kobiety rodzące różnią się tym, ze niektóre rodzą zdrowe dzieci na porodówce, a te które spotkała tragedia i rodzą martwe dziecko traktuje się jak nieważny przedmiot i mało co się takimi osobami zajmują. Przecież jak powiedział mi pan dr Piotr Sz. przecież nic tak naprawdę sie nie stało, usunąć dziecko i będzie po sprawie