Ania, nas tu juz wie sie po dupach kopie wzajemnie, wiec dolacz - w kupie razniej. Z mojej strony na razie tez nie widac zmian, nie moge sie przemoc zeby zaczac sobie osobno przygotowywac zarcie, a przeciez wiem ze wazne nie tylko ile ale i co sie je. Aniu, nie 3 a 5 posilkow, z tym ze 3 "duze" i 2 "male" - maly posilek to jablko, jogurcik itp. Duze posilki powinny sie skladac glownie z warzyw, miesko tylko biale, tluszczu minimum, weglowodany typu kartofle, chleb, makarony won, jesli juz pieczywo do pelnoziarniste i w ilosciach kromeczka i koniec. Mnie to lekarka ustawila kiedys i dzialalo, tylko ze ona mnie podsumowala w ten sposob, ae moja poranna kawa (0,5l pol na pol z mlekiem) to juz posilek, potem jakiegos owocka na drugie sniadanko (banany won), na obiad jakas zupka chlupka w wersji wiadro jarzyn, kawalatko mieska i zadnej smietany jogurtu tez nie bo przeciez szklanka mleka rano byla), podwieczorek znow jakies warzywka na parze, albo warzywka i pieczona rybka np. i kolacji najlepiej wcale ale jesli juz koniecznie to najlepiej salata z dodatkami warzywnymi, jakims jajkiem ew.I min. pol godziny dobrego ruchu dziennie, moze byc np. zwawy spacerek. W sumie nie bylam glodna w tym systemie bo tych warzyw to mozna wiadrami bezkarnie, je sie co chwile... I lecialo po 4-5kg miesiecznie, czyli dobre, madre tempo.
Lolcia, masz normalna dziure chyba. Tu na to mowia baby blues - wszystko jest do kitu, a Ty nie ogarniasz niczego i za chwile dojdziesz do wniosku ze matka tez z Ciebie licha bo dziecka tez nie ogarniasz i ble ble ble... ;-) No, namieszalo Ci dziecko nie tylko w trybie zycia, ale i w hormonach, dochodzi zmeczenie zwiazane z nocnymi pobudkami i masz prawo do takiego samopoczucia, ale chyba kazda z nas ma takie stany. Przejsciowe sa. Potem pojawia sie od czasu do czasu chec uduszenia latorosli poduszka lub pizdniecia nia o sciane coby sie wreszcie zamknela i dala spac.;-) Zartuje. Chociaz... Karol poprzedniej nocy poszedl wczesnie spac bo w dzien spal krotko i rano. Obudzil sie nad ranem, gotow do zycia. Kitwasilam sie z nim ponad godzine (ja wieczorami dlubie do pozna, wiec nie bylam wylezana);-), w koncu zapodalam mu do lozeczka wor zabawek i przydrzemalam jeszcze chwile, ale to juz nie bylo normalne spanie. Tej nocy powtorka z rozrywki - mlody zasnal przed 7:00, obudzil sie 3:30, ale tym razem nie wesoly jak szczygielek, tylko z jakims problemem. Generalnie masakra - pic nie, jesc nie, przewiniety i wyje. Przytulic jak najbardziej, ale dalej wyje. Po poltorej godziny takiej opery mialam na koncu jezyka slowa powszechnie uwazane za niecenzuralne i marzylam o tym zeby sie wreszcie przymknal i zasnal, zwlaszcza ze oczka sie juz dziecku zamykaly, a dalej wylo. W koncu po dwugodzinnym koncercie (dobry recital musi trwac) dziecko zasnelo. Obudzilo sie rowno z budzikiem Rajmunda, 6:30, gotowe do dzialan. Melduje poslusznie ze jestem rozpackana, zmarznieta z niewyspania, malo ciepla... i chyba mam przyczyne nocnych brewerii - idzie gorna jedynka, a z tego jak rozbielone jest dziaslo, wyglada na szerokiego zeba.
Dasz rade. POwoli poukladasz sobie gharmonogram zajec, wejdziesz w rutyne i poleci calkiem gladko.