jagusia
Julinkowa Mama Lipcowa06
Jej...alez wy piszecie...
No to bedziemy konsekwentnie mowic po francusku i polsku a niemiecki niech lapie na podworku (szkoda tylko ze szwajcarski niemiecki, no trudno).
A co do wychowania to tu w Szwajcarii panstwo niestety niewiele pomaga...przedszkola przerazliwie drogie (ok 100CHF za dzien) wiec duza wiekszosc mam po urodzeniu dziecka zostaje w domu bo pensja i tak poszlaby na przedszkole plus dojazdy..no albo ma jakas opiekunke z innego kraju
.
No ale na organizacje czasu wolnego dla dzieci nie mozna tu narzekac. Wszystko takie "dla dzieci". Nawet najpowazniejsze muzea z powazna sztuka potrafia zainteresowac malych ogladaczy. A najpopularniejsze u nas jest ZOO. Mozna wykupic taki roczny karnet rodzinny i sa organizowane co tydzien w weekendy pokazy zwierzat, spacery z pingwinami. Jak bylam jakis czas temu to sama mialam taka radoche ze hej. Takze jezeli ma sie czas w weekendy to atrakcji dla dzieci jest niemiara.
Pozatym wszyscy maja tu bzika na punkcie sportow wiec dzieci zapisywane sa do roznych grup hokejowych, pilki noznej itp. Wiekszosc z tych klubow jest inicjatywa rodzicow dzieci.
Szkola...o to jeszcze sie nie dowiadywalam ale prawda jest ze w Szwajcarii niewiele osob konczy mature i idzie na studia. Bardzo duzo nastolatkow w wieku 16lat uczy sie zawodu i szybko uniezaleznia od rodzicow. Czasami nadrabiaja studia w trakcie pracy. Ja mialam w swoim biurze 26 letnia kolezanke, ktora krotko przed pojawieniem sie Julki obchodzila jubileusz 10lecia pracy (!). A w weekendy kontynuowala studia. Szkoly sa publiczne, ale oczywiscie sa tez platne i to baaardzo platne ekskluzywne internaty. Ale to moze juz inny temat.
Co jeszcze...Szwajcarzy sa wycofujacy sie jezeli chodzi o nawiazywanie znajomosci. Mili, grzeczni ale nie narzucajacy sie. Moja sasiadka mieszkajaca pietro wyzej dowiedziala sie kilka tygodni temu ze mam dziecko kiedy to moj maz poszedl do niej poprosic zeby przykrecili radio bo bylo glosno. Co oczywiscie odrazu zrobili, mimo ze to byl srodek dnia a po dwoch tygodniach w progu stala sasiadka z recznie udzierganym sweterkiem i przeprosinami...
A o sortowaniu smieci moglabym poemat napisac...ale to pewnie juz znacie
No to bedziemy konsekwentnie mowic po francusku i polsku a niemiecki niech lapie na podworku (szkoda tylko ze szwajcarski niemiecki, no trudno).
A co do wychowania to tu w Szwajcarii panstwo niestety niewiele pomaga...przedszkola przerazliwie drogie (ok 100CHF za dzien) wiec duza wiekszosc mam po urodzeniu dziecka zostaje w domu bo pensja i tak poszlaby na przedszkole plus dojazdy..no albo ma jakas opiekunke z innego kraju
No ale na organizacje czasu wolnego dla dzieci nie mozna tu narzekac. Wszystko takie "dla dzieci". Nawet najpowazniejsze muzea z powazna sztuka potrafia zainteresowac malych ogladaczy. A najpopularniejsze u nas jest ZOO. Mozna wykupic taki roczny karnet rodzinny i sa organizowane co tydzien w weekendy pokazy zwierzat, spacery z pingwinami. Jak bylam jakis czas temu to sama mialam taka radoche ze hej. Takze jezeli ma sie czas w weekendy to atrakcji dla dzieci jest niemiara.
Pozatym wszyscy maja tu bzika na punkcie sportow wiec dzieci zapisywane sa do roznych grup hokejowych, pilki noznej itp. Wiekszosc z tych klubow jest inicjatywa rodzicow dzieci.
Szkola...o to jeszcze sie nie dowiadywalam ale prawda jest ze w Szwajcarii niewiele osob konczy mature i idzie na studia. Bardzo duzo nastolatkow w wieku 16lat uczy sie zawodu i szybko uniezaleznia od rodzicow. Czasami nadrabiaja studia w trakcie pracy. Ja mialam w swoim biurze 26 letnia kolezanke, ktora krotko przed pojawieniem sie Julki obchodzila jubileusz 10lecia pracy (!). A w weekendy kontynuowala studia. Szkoly sa publiczne, ale oczywiscie sa tez platne i to baaardzo platne ekskluzywne internaty. Ale to moze juz inny temat.
Co jeszcze...Szwajcarzy sa wycofujacy sie jezeli chodzi o nawiazywanie znajomosci. Mili, grzeczni ale nie narzucajacy sie. Moja sasiadka mieszkajaca pietro wyzej dowiedziala sie kilka tygodni temu ze mam dziecko kiedy to moj maz poszedl do niej poprosic zeby przykrecili radio bo bylo glosno. Co oczywiscie odrazu zrobili, mimo ze to byl srodek dnia a po dwoch tygodniach w progu stala sasiadka z recznie udzierganym sweterkiem i przeprosinami...
A o sortowaniu smieci moglabym poemat napisac...ale to pewnie juz znacie
i skoro tam u was takie drogie przedszkola, to moze siostrze podpowiem zeby wyjechala bo w polsce pracy nie moze znalezc
a sa tam u was opiekunki-polki czesto spotykane?
- dla chlopczyka mielismy juz wybrane i nie bylo mowy o jakis zmianach. Mial byc maly Tymoteusz (Timoteo w wersji wloskiej), a z dziewczynka nie bylo tak jasno- najpierw miala byc Zosia (Sofia), pozniej Antosia(nie ma odpowiednika wloskiego), jeszcze przewinely sie Gaja, Amelia i koniec koncow jak juz bylam w 8 m-cu padla propozycja (z mojej strony) Adrianna i tak zostalo. Najgorsze bylo to, ze jak mnie podobaly sie jakies imiona to moja polowka sie krzywila a jak on cos wymyslil to dla mnie bylo nie do przyjecia- nie oszukujmy sie bylo ciezko. Musialo byc jakies imie, ktore brzmi dobrze w jednym i w drugim jezyku i pasuje do naszego nazwiska. W koncu sie udalo